News

Chocianów, Parchów, Jakubów i Głogów

Chocianów, Parchów, Jakubów i Głogów

Rankiem jemy przepyszne śniadanie – własnej produkcji sery,
pyszne wędliny, chleb i masło. Gdzieś tam robi się kawa, gdzieś herbata, a
słońce przebija się przez żaluzje. Dziś kolejny pracowity dzień, musimy dotrzeć
na czas do Głogowa, a po drodze jest kila atrakcji. Startujemy z Przemkowa na
Chocianów
(który trochę jest Legnicą, a trochę czymś jeszcze innym – na drogowskazach).
Po drodze zaliczamy dziwne piski, ponieważ remontowana jest droga i wszędzie
jest mnóstwo żużlu. Jeden dostaje się (diagnoza Taty M. i samej M. zresztą)
gdzieś między tarcze hamulców i piszczymy. Mijają nas samochody, które gdzieś
mają odpryski na lakierze i dostajemy żużlem w szybę. Droga do Chocianowa trwa
ze dwa razy dłużej niż zakładamy i cieszymy się, jak tylko zamiast asfaltu jest
bruk (a to wcale nie tak rzadko). Wyjeżdżamy w zasadzie bezpośrednio na pałac.
Stajemy gdzieś w okolicy i obchodzimy mniej więcej dookoła. Jest bardzo duży i
mocno przypomina Książ. W całkiem niezłym stanie – zarówno pałac jak i
ogrodzenie. Wokół śliczny park. Trochę czuć już jesień w powietrzu, bo jest
około 10, a ciągnie chłód.

Wyszukujemy potencjalne dziury, ale obie bardzo
mądrze mamy na nogach sandały, a więc nie bardzo mamy parcie na przedzieranie
się. Wtem, przy kolejnych krokach obchodu zauważamy dwa psiaki wylegujące się
przed pałacem. A więc decyzja była całkiem niezła – kto wie, jak zareagowałyby
na nasze chęci zwiedzania. Psiaki przez ogrodzenie tulą się do M., a ja
zastanawiam się, co zrobić w przypadku, gdyby któryś nagle zdecydował się
odgryźć jej rękę. Do niczego takiego nie dochodzi i generalnie wsiadamy w
samochód i fruniemy dalej. Po drodze z samochodu zwiedzamy kawałek kościoła w
kolorze różowym i zdecydowanie nastawiamy kurs na Parchów.

O Chocianowie można poczytać na przykład tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_w_Chocianowie albo tu: http://dolny-slask.org.pl/528779,Chocianow,Palac.html gdzie jest sporo starszych zdjęć
A tu można obejrzeć wnętrza: http://www.youtube.com/watch?v=4Z7DgXG6-30


Parchów. Niczego nie spodziewamy się po miejscowości, w której w
zasadzie nic nie ma. Zabudowa dość luźna, a pałacu nawet nie widać. Jedynie
wysokie drzewa w większym zagęszczeniu sugerują, że może to nie być
zadrzewienie śródpolne, a dawny park. Okazuje się to być dobrym strzałem i
pałac wyłania się z krzaków (dosłownie). W dawnych zabudowaniach folwarcznych mieszkają
ludzie, którzy ze spokojem obserwują nasze parkowanie. Próbujemy ścieżką, ale
prowadzi tylko do suszarni prania. Wracamy żeby uzbroić nogi w ciężki sprzęt,
bo nie ma mowy, żeby sandały dały radę pokrzywom. Brak maczety odczuwalny jest
coraz bardziej. W tym momencie ukrywam, że moje buty kryte zostały w
Przemkowie, więc bardzo modnie przywdziewam kolorowe skarpetki do sandałów i
opuszczam nogawki spodni. Obchodzimy pałac dookoła. Jest piękny. 

Niestety dach
runął, ale widać jeszcze sporo detali. Ponoć był to pałac myśliwski, choć
trudno powiedzieć na jakiej podstawie miałybyśmy to odkryć. Jest nieduży, ale
już z prób podchodzenia do wejścia, widzimy że w środku zachowane są nawet
tapety. Tuptamy dookoła poszukując dziury. Wszystko zamurowane. Klony rosną
wszędzie na potęgę. Dziura objawia się w piwnicy, która jest calusieńka
zawalona gratami i rupieciami oraz śmieciami. Nie wiadomo, jak to jest stabilne
i czy nie kryje niespodzianek. M. jest zdeterminowana się przez to przedrzeć z
latarką, ale nie jest pewne, czy tam gdzie myślimy, jest w ogóle droga dalej. Ja
w zasadzie jestem gotowa do rezygnacji i zastanawiam się, jak daleko stąd jest
do Jakubowa. Znajdujemy jednak dziurę, która…no cóż, wymaga wspinaczki. M. jest
szczapą, więc ma długie nogi i włazi tam bez problemu. Mi nie idzie tak łatwo,
ale dostaję stanowczy opierdziel, więc pokonuję tyłkiem siłę ciążenia i jestem
w środku. Zastanawiam się, jak będzie z wychodzeniem…Generalnie – jest to
drugi pałac z serii „o, ku^wa”. Detali jest cała masa – od kasetonów przez
pomalowane ściany, dekoracje na ścianach, schodach, a tam gdzie one odpadły
widać rysy wzorków zrobione węglem. Każde kolejne pomieszczenie nakazuje nam opuszczać
szczęki coraz niżej i obchodzić to wszystko we względnym milczeniu. Miejsce
jest niesamowite, do niedawna do sprzedaży za około 95.000 zł. Może to nie jest
pałac na wielki interes, ale spokojnie mógłby być nawet czyimś domem. Imponująca
musiała być sala tuż przy wejściu – wizytacyjna – wysoka, zdobiona.


 
Tuż po wejściu
Głowy w górę…

Jeden z kominków

I jedna ze ścian z zachowanym dekorem

Sala balowa

Sala balowa – tył frontu pałacu

Jedna ze ścian na górze

Klatka schodowa

Widok z pierwszego piętra

Zachowane malunki na ścianie i dekory

Kwestię wydostania się pozostawię w milczeniu jako bunt
przeciwko zdjęciom mojego wyłaniającego się z dziury tyłka. W samochodzie
dokonujemy przetrzepania garderoby i kulturalnie ruszamy do Jakubowa.

Jeśli komuś kojarzy się to miejsce z Santiago di compostela
to generalnie słusznie. Zaczynamy od ruin zamku czy pałacu. Nie chce nam się za
bardzo ich zgłębiać od środka, bo mocno zarośnięte, ale też nie zachęca nas do
tego w zasadzie nic (to dość trudne po Parchowie…). 

Industrioszit po drodze (z serii: wydobywamy miedź)

Pałac wersja romantyczna
Pałac wersja rzygam bluszczem

Podjeżdżamy do kościoła,
spod którego pątnicy wyruszali na pielgrzymki. Dziś oczywiście wielu też to
robi, a towarzyszy im muszla św. Jakuba, paszport oraz taka książeczka (jak
PTTK) do zbierania potwierdzeń przebytej drogi. Aby zostać uznanym za
pielgrzyma trzeba przetuptać szlakiem 100 km albo na rowerze czy konno 200. Sama
świątynia jest bardzo skromna i piękna. Wewnątrz przepiękne malowidła na
drewnianym suficie i balkonach przy ołtarzu. Bez problemu wszyscy wszystko nam
pokazują nie oczkując nic poza dobrym słowem. Miło. M. zauważa płytę nagrobną
na murze pewnego pana, który wciąga brzuch, bo jakoś się do niego mur wieży na
poważnie zbliża. Sama wieś jest naprawdę bardzo urocza i nie pozostaje nam nic
innego jak pozostawić to miejsce z lekkim zachwytem w pamięci. 

Do Głogowa już parę chwil. Parkujemy w centrum, aby coś
przekąsić. Parkometr odmawia współpracy, choć mam poważne obawy, czy umiem go
obsłużyć. Bliżej rynku nie ma już takiego problemu, więc zostawiamy srebrną
strzałę i idziemy. Znajdujemy Starą Wędzarnię, gdzie jedzenie oprócz tego, że
niezwykle smaczne, to i cena w porządku, a podanie wykwintne. Poniżej łosoś
posypaną solą morską z sałatą i sosem winegret z dodatkiem malin. Obłęd dla
kubków smakowych.

W Głogowie miło jest bardzo i zostajemy tu na noc. Przed
wieczornymi planami na relax i podsumowanie (to ostatni nocleg, sic!) ja
odbywam 1,5 h rozmowy telefonicznej i jedziemy po coś do jedzenia, do centrum. M.
zjada zupę pomidorową w barze Miś (wystrój spoko, ale jedzenie…tak średnio),
ja zaopatruję się w Żabce. Obchodzimy starówkę, która jest tak obleśna i
brzydka, jak naprawdę jeszcze żadna. Wszystko jest nowe, ale nawet nie
stylizowane. Ratusz zachowuje pozory starego, ale ma doklejone jakieś obleśne
szklane przestrzenie w miejscu klatki schodowej. Ludzie dopiero zaczynają
zamieszkiwać te domy w centrum. A obok ratusza stoi walący się pałac. Miasto
kontrastów i biedy. Naprawdę smutno na to patrzeć. Ale co zadziwiające – to nie
robota Niemców, tylko Armii Czerwonej. Wysadzili oni piękną gotycką farę
(obecnie w odbudowie) i prawie cały Głogów. 

Ten starszy kościół i nowiutkie kamienice

Ratusz w wersji nju

Odbudowywany kościół św. Mikołaja, po którym ostało się niewiele

I biedny pałac

Głogo-style!

Dlatego dopiero teraz widać efekty
odbudowy. Trochę jak Warszawa, ale estetyki po prostu nie można oceniać, bo
jest obiektywnie obleśna, nie pasuje do tego miejsca. Nie jest nawet blizną,
ale próbuje tworzyć miasto od nowa. Jestem zupełnie do tego nie przekonana i
żal mi tylko tego pałacu, który pewnie pamięta lepsze czasy niż stanie na
środku miasta i stopniowe zawalanie się. Do całkiem uroczego hotelu docieramy
na tyle zmęczone i jakieś rozchorowane żołądkowo, że nie mamy siły na nic. Uzgadniamy
więc najważniejsze szczegóły i myjemy się w klaustrofobicznej łazience.

O Głogowie można znaleźć więcej tu, jeśli ktoś po tym opisie
ma jeszcze chęć: http://pl.wikipedia.org/wiki/G%C5%82og%C3%B3w
Tagi: , , , , ,