News

Damn…

Szczepionka – mówili!
Będziesz bezpieczny w podróży – mówili!
Będzie bolało jak cholera…nie mówili.


Ponieważ ostatnie szczepienia przechodziłam w podstawówce, gdzie każda okazja, nawet najdrobniejsza do opuszczenia szkoły – była dobra, przyznaję że nie pamiętałam jak to jest. Ale od początku.
Po pierwsze – szczepienia w Warszawie w PISie na Żelaznej, to atrakcja wyłącznie dla cierpliwych i tych, którzy mogą wcześniej wyjść z pracy. Punkt czynny od 15, ja byłam po 16 i przede mną 2 uroczo ćwierkające pary (z czego jedna raczej krakała, ale tam…). Po 17.30 zrobił się absolutny tłum. 
Najpierw czeka się aż pani z Rejestracji poprosi do środka. Się wypełnia ankietę o stanie zdrowia (co można by spokojnie na zewnątrz…) i się zostaje zarejestrowanym. Się wychodzi i czeka. Woła Pani Doktor. Się konsultuje z nią – nic specjalnego, siedząc 40 min w oczekiwaniu zdążyłam prześledzić wszystkie mapy, odkryć 3 nieznane państwa i zagrać ze sobą w gry typu: stolicą XX jest…? tudzież: znajdź w tabelce kraj, gdzie jest najwięcej szczepień do wykonania. Jea.
Po konsultacji wraca się do Rejestracji (bocznymi drzwiami, tak po kryjomu) i się płaci. Znów się wychodzi i się czeka. Krócej jakby. I się wchodzi do gabinetu na szczepienie.
Są dwie Panie, jedna w ogóle się nie odzywa…taka smutna jakaś. Druga – oddzielona ode mnie biurkiem – tłumaczy cierpliwie. No i przystępujemy do działania…

Z jednej strony zagadana przez Doktorową, dostałam igłą w ramię – najpierw jedno, potem drugie. Boli. Co więcej – po wyjściu i powrocie do domu zaczęło boleć coraz bardziej. Jest też uczucie zmęczenia, zawroty i ból głowy. A D. zażądał naleśników z jagodami (no, dobra, to wspólne żądanie). Jest ciężko. Byle nie pomylić cukru trzcinowego z solą, a jagód z szynką i będzie dobrze. Zobaczymy jak dalej…

Tymczasem trwają przygotowania do wielkiego objazdu Dolnego Śląska i wyprawy paryskiej. Z tej ostatniej nie wiedzieć czemu wszyscy robią romantyczne halo, a my po prostu jedziemy się poszwendać. I do Disneylandu ;p

Tagi: