News

La Defense

La Defense
To akurat będzie krótki wpis. Do Disneya w końcu nie pojechaliśmy, bo nie byliśmy w stanie rano zwlec się z łóżka, gdy za oknem ciemno. Umęczeni, jeszcze chyba do końca nie odrobiliśmy stresów związanych z podróżą do C-E. Dlatego poranna zmiana planów wyszła nam na dobre. Niestety zanim dojechaliśmy do Gare de Lyon i potem dalej metrem, było tuż przed południem. A dziś obraliśmy sobie za cel: La Defense.

Nigdy tu moja stopa nie stała, oglądałam to miejsce albo z wieży E., albo z autokaru. Ponieważ nie jestem fanką nowoczesnych form – nic tu dla mnie do stracenia. Jednak doceniam to, że D. takie miejsca lubi – postanowiliśmy zatem wpaść. Po wyjściu z metra (bezpośrednio jedzie się tu 1-ką), człowiek zostaje dosłownie wgnieciony w chodnik ilością szkła, betonu, żelastwa i innego badziewia poukładanego w dziwne kształty. Wyłania się przede wszystkim Grande Arche – który zamyka oś widokową Luwr – Łuk Karuzelu-Pola Elizejskie-Łuk Triumfalny.

Et voila, Grande Arche – Wielki Łuk

Łuk jest tak ogromny, że można by było weń wpasować katedrę Notre Dame (na wysokość). Obecnie jest w nim centrum konferencyjne i hale wystawiennicze. Przynajmniej przestrzeń się nie marnuje.
Oś widokowa na Stary Łuk 🙂
Dzielnica zaczęła być rozbudowywana w 1958 roku. Najpierw zlokalizowano tu Centrum Przemysłu i Techniki (CNIT). Ma całkowicie przeszkloną fasadę, masę ruchomych schodów w środku i świecących się korytarzy.

Wielgaśny Łuk to dzieło 1989 roku, jako symbol na 200. rocznicę rewolucji francuskiej. Nazywany jest też Arche de la Fraternite (czyli Łuk Braterstwa). Na terenie dzielnicy są gigantyczne wieżowce, ale też dużo zieleni, drzew, ogromne centrum handlowe (w którym odkryliśmy z D., że supermarket może mieć 3 piętra i naprawdę nie są one zmarnowane, a dodatkowo ja odkryłam sieciówkę z pięknymi książkami, ale o tym w poprzednim poście), dużo restauracji, kawiarni. Nie ma obleśnych barów, nie ma w zasadzie nic obleśnego poza architekturą samą w sobie oraz rzeźbami, a jest ich tu kilka. Zdjęcia pochodzą z Google Street View, ale o tym za moment.

Znów karuzela! 😀

Generalnie nie jest tak, że mam aż taki wstręt, że nie przespacerowaliśmy się tu. Zaczęliśmy iść w stronę rzeźb, ale stwierdziliśmy że warto nabyć coś do picia, bo upał był niemiłosierny. A po prawej – centrum handlowe i Auchan. Idziemy. Idziemy. Idziemy, idziemy i idziemy. Auchan był na samym końcu, więc drogę, którą pokonaliśmy w kierunku rzeźb – właśnie wróciliśmy. Nie chciało nam się jeszcze raz w upale dreptać po stolicy szkła, więc odpuściliśmy. Jak widać Google dają sobie świetnie radę.
Ponieważ wszystko tu jest ogromne, to i odległości są niemałe. Do tego słońce odbija się od okien i chodnika i nie jest łatwo. Podobno jest tu sporo fontann, ale wszystkie na złość nie tam, gdzie my.

Poszliśmy na drugą stronę Łuku, gdzie było więcej cienia i widok ciekawszy.

D. został na górze, a ja postanowiłam podreptać w dół. Akurat zaczynała się przerwa lanczowa, więc wyszłam prosto w tłumy ludzi w garniakach i kostiumach pędzących, aby coś zjeść lub zrobić zakupy w środku dnia. Część osób zasiadała już w restauracjach, a część…biegała!

Łuk – od tyłu

Generalnie atmosfera jest bardzo przyjazna, choć nie turystom. Tu po prostu nie ma ludzi nieodzianych w uniformy. Pokręciłam się trochę po chodnikach, ale naprawdę czułam się jak intruz. Wyobraziłam sobie, jaki mają socjal i podejście do pracy i zaczęłam się zastanawiać, czy byłabym w stanie się tu odnaleźć, skoro nigdy nie pracowałam nawet w korpo.

Zwracam uwagę na nazwę budynku 😛

Na pewno w tym wszystkim jest pomysł i ciekawa architektura. Coś co dzieje się u nas na Służewcu nie może się nawet równać z rozmachem tego miejsca, które powstało specjalnie w tym celu i od początku było tu na to i tylko na to miejsce i przestrzeń. Nie to co u nas – nieudolne wpasowywanie się budynków. Nie ma tu zardzewiałego żelastwa, ale też i walących się lub opuszczonych budynków. Mimo tego, że jest to dalekie od lubianej przeze mnie estetyki – jest to jakieś takie uporządkowane.
Podczas spaceru natknęłam się jednak na pozostałość miasteczka, które tu wcześniej było. Coś czego za żadne skarby nie dało się usunąć, więc tylko nowoczesny Paryż odgrodził się od tego szkłem. Żeby przypadkiem duchy czy myśli nie sfrunęły za tę szybę, żeby nie przeniosły się z krainy materializmu do sfery duchowej…malutki cmentarz.
O, właśnie tam, wśród drzew
Nasza wizyta naprawdę była krótka i bogatsza o marzenie o książce ogrodniczej wypatrzonej w księgarni 🙂 Ale…gdzieś tam ktoś, ma stały widok na te wieżowce
i ciekawe, co mu po głowie chodzi. Ciekawe, czy to miejsce w ogóle mogłoby jakoś ująć moje serce. I ciekawe, jak się tu pracuje…no cóż, może w kolejnym życiu.
Tagi: , ,