News

Oswajamy okolice Paryża – tym razem o zakupach

Oswajamy okolice Paryża – tym razem o zakupach
Zakupy. Nie jest to zdecydowanie moja domena. Ale jak już się gdzieś
jest, to warto zwiedzić oprócz tego, co w przewodniku dwie rzeczy: cmentarz i
jakikolwiek dom towarowy (raczej niekoniecznie supermarket, choć akurat Francji
to nie dotyczy).

O cmentarzu tu nie będzie, bo nie byliśmy na żadnym, co
zostało zaplanowane z premedytacją.
Natomiast zakupy – cóż, to inna sprawa.
Jeśli chodzi o jedzenie, to pierwszego dnia, zanim
ogarnęliśmy to i owo, i zanim odespaliśmy późny przylot, zdarzyła nam się wycieczka
do sklepu. Wydawałoby się, że prosta sprawa – kupić jedzenie, picie i wrócić do
domu, żeby zrobić z tego obiad. Ale to właśnie tego dnia odkryłam, że duże
sklepy spożywcze naprawdę, ale to naprawdę można zwiedzać. Po pierwsze – wybór
produktów jest absolutnie ogromny. Zarówno tych nam znanych, jak i tych, które
widzieliśmy po raz pierwszy na oczy, i których nazwy nic nam nie mówiły, a
słownik ich w sobie nawet nie zawierał. Kilka rzeczy zasługuje na specjalne
uznanie. I choć uwagi spożywcze to odkrycia pierwszego dnia, po zanalizowaniu całego pobytu post jest owocem wielu naszych spacerów. A zatem:
–       
musy jabłkowe i owocowe – jest to
absolutne odkrycie roku. Nie jestem fanką nabiału i jogurtów, ale przecierane
owoce? Czemu nie? Jest to pyszne. Po prostu przepyszne. Jabłko z rabarbarem, z
maliną albo z jeżyną. Deser z malin i wanilii, truskawek, śliwek – co kto chce.
Produkuje to np. Andros, więc wierzę, że jest szansa na podobne pyszności i u
nas. Tylko jak to zrobić?
–       
Musy czekoladowe – to wiedziałam
już wcześniej. Lekkie pianki z czekolady mlecznej albo kremy czekoladowe
pokryte warstewką czegoś pysznego na wierzchu – aaaaj! Delikatne w smaku, nie
za słodkie i wielkość taka w sam raz na malutki deserek. Jest i gorzka czekolad
i z pistacją albo z wanilią albo z cynamonem. Obłęd
–        jogurty o smakach przedziwnych,
np. pistacjowy. Tutaj fanem został D., jak dla mnie za słodkie to i o dziwnym
kolorze. Ale wyraźnie napisane, że bez konserwantów
Pistacja  – D. został oficjalnym fanem
–       
soki pomarańczowe – nie wiem, czy
to nie w mojej głowie siedzi ta myśl, ale tutaj są po prostu przepyszne –
zwłaszcza te świeżo wyciskane, jednodniowe – słodkie i gorzkie, i lekko kwaśne,
aż ślinianki bolą
Nie tyle o sok tu chodzi, co o zakrywkę, która sprawia, że można się nie brzydzić picia z puszki
–       
alkohole wszelakie – cóż, to chyba
wiadomo. Zwłaszcza ogromny wybór win. Chcąc nabyć pod koniec pobytu coś, czym
będziemy raczyć gości w Polsce musieliśmy zweryfikować plan dnia, bo wybór nie
trwał 5 min. tylko prawie pół godziny. Poza tym są wina, które są
bezalkoholowe, ale o smaku owocowym (nie próbowaliśmy), są też wina-likiery z
różnych owoców, ale konsystencji likieru to to nie miało. I jest cydr. D. nie
znosi, bo to niby zgniłe jabłka, choć do obiadu był jak znalazł. Ponoć różne
smaki można trafić – od delikatnych po całkiem „szorstkie”, czyli gorzkawe. Tu
niestety wiedza się kończy, bo w ten temat się zupełnie nie zagłębialiśmy
–       
sery – kolejna oczywistość. Są tu
sery przeróżnej maści, jakich nawet w Polsce w drogich sklepach nie można
uświadczyć. Niektóre wyglądają jak kawałki mózgu (znaczy kory konkretnie), inne
mają kolory tęczy. Kozie, krowie, owcze – do wyboru. W kształcie kółka, elipsy,
piramidki i w wielu innych. Z ziołami, przyprawami, owocami, słodkościami.
Naprawdę trudno to wyliczyć, popróbować warto, o ile jest szansa i możliwość.
Nie kupiliśmy niczego, co było nam nieznane, bo sery średnio nasze żołądki
trawią. W każdym razie wybierać jest w czym
–       
słodycze – ciastka, czekolady. I
nie tylko liczą się smaki, ale i naturalność oraz ciekawe opakowania
Sklep z makaronami, ciastkami i czekoladkami na Montmartre

Żelkoraj w Dzielnicy Łacińskiej

Dzielnica Łacińska tym razem słodycze tureckie, a to zielone to pistacje, miód i orzechy

Słodkości tu…

Słodkości tam…

I siam…tu akurat różne dziwaczne rzeczy w cukrze
–       
mięso – jest potwornie drogie, a w
wielu marketach nie można kupować w ogóle wędlin krojonych, tylko krojone takie
od razu w paczce. Po 2, 4 albo 8 plasterków. Ani to ekologiczne (opakowania),
ani opłacalne. Mięso w ogóle jest drogie (nie wiedzieć czemu), więc i wszystko
pochodne też. Kwestie mięsne zatem po prostu na te parę dni odpuściliśmy
–       
kosmetyki – te z najwyższych półek
opłacają się całkiem nieźle, bo są nieco tańsze niż u nas. Zarówno w Sephorze
jak i w Marionnaud czy Monoprix-ie kosmetycznym. Co ciekawe, na wielu
kosmetykach jest jasna i wyraźna informacja, że nie zawierają parabenów, więc
nie trzeba męczyć oczu i głowy na ich poszukiwanie w składnikach – producent
sam o to zadbał. A znaczy to tyle, że stało się to tutaj po prostu poszukiwaną
wartością, a więc i świadomość jest całkiem spora. Polecam o parabenach
poczytać, bo w „naszych” kosmetykach są prawie wszędzie (np. w niebieskim
kremie Nivea ich nie ma, ale w Nivea Visage już tak), a być ich po prostu nie
powinno
–       
herbata – wybór jest tak mały a
opakowania są tak drogie, że jest to aż zaskakujące. Generalnie jeśli ktoś nie
może żyć bez herbaty – to we Francji może mieć problem, bo nie jest łatwo kupić
dobrą i w rozsądnej cenie!
–       
Książki – to zdecydowanie temat
dla mnie! Są tu takie pozycje, które u nas nie zdarzają się nigdy. Można więc
kupić np. książkę o toaletach na całym świecie albo przewodnik po Paryżu z
punktu widzenia kucharza, miłośnika przyrody, znawcy mody albo np. przewodnik
po ciekawostkach w Paryżu (np. cały rozdział poświęcono występowaniu różnych
mozaik w dzielnicach). W przewodnikach po świecie nie ma problemu z zakupem
mapy po Tajlandii czy z przewodnikiem po Laosie (o czym pisałam…). Warto
wpaść do księgarni sieciówki – np. Jeune Gibert w Dzielnicy Łacińskiej koło fontanny
św. Michała – można ich poznać po żółtych szyldach. Jest też masa
antykwariatów, a w nich za śmieszne pieniądze piękne książki. Jest oczywiście
znana księgarnia Shakespeare & Company, choć znana tylko z nazwy. Ale moim
numerem 1 jest księgarnia w Musee de Cluny, która jest absolutną skarbnicą
wiedzy i materiałów o średniowieczu. Są tam przepiękne i bardzo bogate w wiedzę
i ilustracje książki o ogrodach, strojach (z wykrojami!) średniowiecznych, a
także moje ukochane – o kaligrafii. Są o historii psów i kotów w średniowieczu,
książki kucharskie z przepisami rodem z tamtych czasów czy zielniki. Można
zakupić kolorowankę witraży z Sainte Chapelle albo z tapiseriami z jednorożcem.
Uwielbiam to miejsce. Należy też pamiętać o bukinistach, czyli tych wszystkich
co to nad brzegiem Sekwany mają swoje stoiska z książkami, rycinami, plakatami.
Nie jest łatwo zostać bukinistą i trzeba się o to starać, a do tego stoisko
powinno być odpowiednio zaopatrzone (żadnego badziewia, tylko rzeczy i książki
klasyczne), więc warto się tam pokusić o zerknięcie co się czai w zakamarkach
pudeł, pudełeczek i półek. Z cenami jest bardzo różnie, trzeba się jednak
przygotować na to, że nie trafimy tu wspaniałych okazji, tylko raczej
niesamowite egzemplarze, a z szacunku dla trudu włożonego w bycie bukinistą po
prostu należy poświęcić takim miejscom choć kilka minut
Jeden z antykwariatów Dzielnicy Łacińskiej
 –       
reklamy na billboardach. To
niesamowite, że np. na reklamie telefonu komórkowego podane są wartości jego
promieniowania, a przy reklamie marki odzieżowej – skład tkanin. Klient jest
naprawdę dobrze poinformowany,  a jeśli
czegoś nie ma – to ma prawo pytać i nikt za to nikogo nie dręczy. To wspaniałe,
że ludzie nabrali świadomości i konsumpcja idzie w parze z decyzjami i wyborami
–       
zestawy „combo” – to coś, co
akurat nas strasznie irytowało, bo napędza konsumpcję i zakupoholizm. Chcąc
kupić tabliczkę czekolady Crunch – nie dasz rady. Musisz kupić od razu dwie.
Ciastka Prince? Super – w pakiecie od razu 8 sztuk (to coś, jak hity). Masz
chęć na musy? Wspaniale – w jednym opakowaniu od razu 12 sztuk. Z jednej strony
wygodne, a z drugiej naprawdę upierdliwe – i więcej się wydaje i więcej się
zjada czy zużywa, a trochę nie o to chodzi
–       
kartki pocztowe warto kupić koło
centrum Pompidou, od strony Forum des Halles w sklepie L’univers de Leo. Są
przepiękne! Zarówno zwykłe pocztówki, jak i kartki na przeróżne okazje. Są
kartki z zagadkami, obrazami Paryża z dawnych lat. Nie ma tu kiczu i badziewia,
a ceny są naprawdę w porządku
Sklep calutki z pamiątkami z motywem Moulin Rouge – rue Lepic na Montmartrze

–       
a skoro o L’univers de Leo – to
jest to sklep, w którym można znaleźć przepiękne puszki, zeszyty i inne ciekawe
rzeczy użytkowe z ślicznymi wzorami i rysunkami. Z ceną jest różnie, ale na tle
badziewnych pamiątek z Paryża wypada wyśmienicie
–       
jeśli zależy nam na zakupie kartek
z plakatami belle epoque czy art deco
– to galeria na Montmartrze, za pl. Tertre. Tam jest ich najwięcej i są też
te mniej znane. Na pewno nie ma żadnej pikselozy i obleśnych kopii
–       
wyroby z wyższej półki rodem z
Francji
– sklep Gourmand na rue Steinkerque po drodze na Montmartre – pełen
słodkości i przepięknych puszek. Można sobie najpierw wybrać puszkę, a potem
napełnić ją czekoladkami i ciastkami oraz macarones – czymś w rodzaju
kolorowych bez (całkiem niezłe w smaku)
Wykwintne pasztety i inne nadziewane mięsem dziwności na rue Martyrs

Na zwykłych targach z owocami można znaleźć naprawdę egzotyczne smakołyki!

Ale i codzienne przyjemności 🙂
–       
na rue Martyrs są też sklepy z
przeróżnym jedzeniem
– greckim, tunezyjskim, tureckim, afrykańskim, hinduskim,
itd. Są też miejsca ze specjalnościami typowymi dla Francji – z pasztetami,
kremami z kasztanów (strasznie słodkie i trochę mdłe) i innymi – warto zajrzeć,
choć ceny nieco powalają z nóg
–       
ubrania i ciuchy – tego generalnie
nie szukaliśmy, choć ponoć jest sporo butików z odzieżą używaną, gdzie można
znaleźć naprawdę świetne rzeczy. Na Polach Elizejskich są oczywiście różne
znane marki (także na Rue St. Georges), ale warto pomyśleć czy do Louisa
Vuittona czy Yves Saint Laurent nie warto zajść tam, gdzie jest spokojniej i
atmosfera ciekawsza, np. w Dzielnicy Łacińskiej. Pola Elizejskie są moim
zdaniem straszną zmorą, bo raz że tłum, a dwa – przereklamowane. Masa dużych
kompleksów i pasaży, ceny wyższe, wokół pełno szalejących Azjatów. Generalnie –
nie. Warto szukać w innych miejscach, wśród mniej znanych nazw i marek. A jest
tego naprawdę całe mnóstwo
Okulary kreatywnie

Sklep z bielizną – dodam, że kluczowe jest hasło reklamowe
Wiadomo 🙂 Dzielnica Łacińska
–       
jest też bardzo fajna sieciówka –
Nature et Decouvertes, gdzie są świetne książki, ale też akcesoria ogrodowe i
do wypraw w teren, ale też takie, które w domu pomogą nam uczynić więcej lasu
czy łąki. Świetne miejsce, pyszne herbaty zamknięte w pięknych puszkach,
ciekawe pozycje książkowe – np. kolorowanka dla dorosłych – arterapia na stres
– wielka książka pełna mandali do kolorowania albo wzorów z tapet francuskich
zamków i pałaców. Aż żałuję, że nie nabyłam!
Ale że pierwszy dzień to nie tylko sklepy – kilka ujęć Corbeil Essonnes, gdzie mieszkaliśmy 🙂
Najpierw z góry, a potem…w dół

„Popisowa” ulica miasteczka

Pandki!

Sklep zoologiczny

Ulica Jaśminowa, przy której w pałacyku była stajnia 🙂
Tagi: ,