News

pałacowy Dolny Śląsk – Brzezinka, Boguszyce

Ruszamy. Jest święto, więc nawet przejazd przez Warszawę
jest przyjemny – na ulicach pusto, zarówno pod względem ilości samochodów, jak
i ludzi rozpoczynających wcześnie dzień. Jeszcze tylko kawa w ulubionej
kawiarni (uff, czynne) i w trasę. Do Łodzi jest teleportacja, bo jedzie się
autostradą i jedzie się bardzo dobrze. Potem było równie dobrze, trzeba było
tylko ustalić, kto gdzie i kiedy prowadzi, żeby domalować sobie kreskę na
mapie. Muzykę zagwarantował transmiter fm i pendrive 4 GB.

Pierwszy przystanek: Oleśnica. Na stary, opuszczony szpital
psychiatryczny nie bardzo jest czas i nie bardzo jest szansa, bo ponoć dość
dobrze zabezpieczony. W każdym razie w Oleśnicy celem był obiad. I jak się
okazuje to jest nie takie znów proste, bo do wyboru są 2 pizzerie, kebab i
jakiś bar. I kawiarnie. A postanowienie z autostrady brzmi: jemy zdrowo i
regularnie, bo w trasie łatwo to po prostu zagubić. Pizzeria gdzieś obok rynku
dała radę, w kwestii pizzy znakomicie, w kwestii sałatki – zdecydowanie mniej.
Nowy sposób na reklamę

 
Jedna z wielu oleśnickich wież

 I najstarszy oleśnickich kościołów z renesansowym wejściem. Zaczynają się ewangelickie bryły i wieże 😀
Drugi przystanek: Boguszyce. Lądujemy pod miejscowym
spożywczym, który w zasadzie jest monopolowym i wódkarnio-piwiarnio w jednym.
Jednak Panowie spożywający, bardzo uprzejmi i mili, zaprosili do środka i
podpytali o powód wizyty. O kościele powiedzieli tyle, że ciągle zamknięty stoi
(Msza raz w tygodniu i to akurat nie dziś, co ciekawe w okolicy innego kościoła
nie ma). 
A o stary pałac zapytałyśmy już uprzejmie Panią za ladą. I tu pewna
dygresja, poparta niezliczonymi już przykładami. Zazwyczaj kiedy pytamy o drogę
do czegoś, co jest stare, nie daj boże zapuszczone albo w ruinie, to pojawia
się ciekawość przeplatana zupełnym brakiem zrozumienia po co my tego szukamy.
Czasem (akurat nie wtedy) zapytujemy czy osoba jest stąd i jak długo jest stąd,
co rodzi pewne nadzieje na opowieści o miejscu bądź wyjaśnia brak zrozumienia w
spojrzeniu. Inna sprawa, że niesamowite jest to, że najczęściej nawet miejscowi
od wielu lat (i pokoleń) nie widzą nic nadzwyczajnego w tym, co my postrzegamy
jako skarb.
W Boguszycach, tuż za wiaduktem nad ruchliwą trasą, nie
czekała na nas wielka niespodzianka, tylko stary opuszczony PGR, gdzie aż wiało
biedą i zapachem od krówek. Krówki stacjonowały w dawnej stajni (sądząc po
detalach czy budowie), zaś w głębi stał pałac. Ogrodzony nader dokładnie, bez
szans na jakąkolwiek dziurę, ale i w stanie takim, że nie bardzo miałyśmy
ochotę na przedzieranie się przez krzaczory. Trochę mauretańskie wieżyczki, romantyczny
balkonik i ogromne korony drzew rosnących tu od lat splatają się z bałaganem ze
starych urządzeń rolniczych, opuszczonych posterunków czy walących się
magazynów. Bryła pałacu średnia,choć sądząc z przybliżeń cyfrowych M., to są tam jeszcze detale i zachowane tapety!
Jeśli nie jest napisane inaczej, zdjęcia są wyłącznie mojego autorstwa i obiecuję, że będę się za nimi uganiać, jeśli zaczerpniesz je nielegalnie (nie podając autora)!

Po sąsiedzku, na przeciwko pałacu…

Dawne resztki zabudowań folwarczynych, obecnie obora, dawniej stajnia.
Pałac zaczęto budować ok. 1839 roku jako posiadłość Randowhof (istotne przy szukaniu historii pałaców jest, co by ich niemiecką nazwę znać). Wyglądał dawniej tak:
 Ze strony: http://olesnica.nienaltowski.net/Palac_Boguszyce.htm – jest tu też sporo historii!
Jeśli ktoś chce zobaczyć zdjęcia wnętrz, to właśnie na tej stronie, ale też można i tu:
Jedziemy dalej,
do Brzezinki.
Droga przez wcześniejszą wieś, Miodary, jest obłędnie piękna. Szpalery
pięknych drzew, po lewej ols, po prawej jesiony, gdzieś dalej buki i aleje
lipowe. W Brzezince trwał odpust (ale nie było kolorowych wiatraczków i
kogucików, więc odpuściłyśmy) koło kościoła. Wejście jeszcze przybrane kwiatami
i zielenią. Bryła ciekawa, trochę przypomina cerkwie bojkowskie, ale to dawny
kościół ewangelicki (co jakoś specjalnie nie dziwi). 
Pałac Briese tuż obok, stoi
otworem (dosłownie), tylko buty trzeba mieć dobre, bo chaszcze niczego sobie.
Wejście ciekawe, zachowało się sporo detali. Wewnątrz…no cóż – jeszcze
więcej, co patrząc na zeszłoroczne podróże – jest naprawdę wyjątkowe. Nawet
posadzka, marmurowe elementy kominków, zdobienia ścian i sufitu. I niestety – z
dnia na dzień niszczeje. Nieprawdopodobne jest jednak, że tak wiele o historii
tego pałacu wiadomo. I co by o Niemcach nie mówić, to w zasadzie tak wiele
wiadomo dzięki ich skrupulatności i dokładności. Zresztą wszystko jest tu: http://www.olesnica.nienaltowski.net/Palac_Brzezinka.htm
Co istotniejsze, jeśli zastanawiacie się, skąd się wzięły rzeźby w parku przy pałacu w Wilanowie – oto odpowiedź, właśnie z Brzezinki!
Zapytani miejscowi, twierdzą że do ok. 1997 mieszkały tu
jeszcze rodziny. Strona podaje, że nawet potomni założycieli tego niesamowitego
majątku!

 Więcej o historii pałacu można też tu:
Oszołomione pojechałyśmy do Wrocławia na nocleg w
przepięknym miejscu (hostel Kombinat), blisko rynku, a na dodatek niedrogim, z historią i z
Właścicielem (dziękujemy!), który wiedzę historyczną i lokalnych ciekawostkach
ma niesamowitą! Wpadajcie tam, bo warto!
We Wrocławiu co zwiedzać – to wiadomo. My spotkałyśmy
jeszcze Pana Latarnika, Zagubionego z Narni Bobra oraz Pana Akordeonistę, który
przygrywał nam melodie z Amelii. Cóż rzec – Wrocław jest po prostu idealny. A
na drinki z różnych soków polecamy szczególnie mało znane i mocno schowane
miejsce…

Tagi: , , , , , ,