News

spacer poglądowy – główne zabytki Paryża

spacer poglądowy – główne zabytki Paryża
Z doświadczeń podróżniczych po Europie wynika, że miasta
warto zwiedzać od środka ku krańcom, z czego środek wyznacza zazwyczaj rynek
albo stare miasto. A w przypadku Paryża? Od czego zacząć, co najpierw pokazać
D., żeby poczuł Paryż, Francję, docenił uroki tego miejsca, a się nie
zniechęcił? Otóż to jest przepis na spacer poglądowy, bo zahaczający o różne
wątki, w różnych miejscach. Jedyna moim zdaniem jego wada, to długość i
niezbędna odporność nóg na takie wędrówki, co gwarantują porządne buty. A zatem
– zaczynamy!

Zielony RER dowozi nas do Forum des Halles – stacji i
miejsca, którego nie znoszę. Strasznie tu dużo ludzi, sklepów, nie do końca
rozumiem ideę tego centrum tutaj. Miało nawiązywać do dawnego Paryża, ale cły czas są jakieś wykopy, remonty, kupa blachy i żelastwa. Poza tym dużo różnych, dziwnych,
przypadkowych ludzi. Ale…w okolicy jest najpiękniejszy, moim zdaniem,
kościół – St. Eustache. Jest ogromny, wielkością ustępuje tylko Notre
Dame. Ma doskonałą akustykę, dlatego odbywają się tu liczne koncerty. 

Przestrzenie robią absolutnie niesamowite wrażenie

St. Eustache i Les Halles wiecznie w budowie
Jest też
moim zdaniem genialny o każdej porze dnia, pod względem gry świateł. To tutaj
widać potęgę gotyku, wielkie przestrzenie i mnie malutką. To właśnie ten
kościół robi na mnie największe wrażenie w Paryżu. To właśnie tutaj lubię
kontemplować potęgę architektów i dekoratorów. A wszystko doskonale wyważone i
uzbrojone w tysiącletnią niemal cierpliwość. O kościołach będzie jeszcze nie
raz i pewnie może nawet zbiorczo, więc póki co pozostawię sprawy w takim
kształcie.
Z tego miejsca przenosimy się pod Fontannę Niewiniątek i
generalnie w okolice, gdzie kiedyś istniały wielkie targowiska, ale też bieda,
ubóstwo i nędzarze (nie nędznicy na miłość boską!). Nie lubię tego miejsca.
Jest tu masa kombinatorów, złodziei, wariatów i wymuszających ode mnie podpis
lasek, które udają nieme i coś do mnie cmokają. 
Opędzamy się od tej menażerii i
idziemy w stronę nie lubianego przeze mnie Pompidou. Rozwodzić się nad tym nie
będę, bo uważam to miejsce za szpetne i nie rozumiem zupełnie istoty jego
powstania, zwłaszcza fontanny tuż obok. 
To nie będzie nasze ulubione miejsce…
Na chodniku porozkładani przeróżni
ludzie, część już ostro pijana i naćpana. Przemykamy dookoła w stronę
paryskiego ratusza, który zadziwia zdobnictwem i dalej do Notre Dame
Proszę bardzo – ratusz

Te wieżyczki w tle to Consiergerie – dawne więzienie

Nie ma
nawet takiej dużej kolejki, siadamy sobie na jubileuszowych schodach i
podziwiamy tłum. W końcu sami się weń ustawiamy i wchodzimy, aby zgłębić
wnętrza słynnej katedry. Poza rozetami o średnicy 21 m niewiele jest tu dla
mnie miejsca na zachwyt. Może to przez ten tłum, a może przez taką budowę
wnętrza, która gdzieś tam te przestrzenie gubi. 

Zamyślam się tylko, jak wiele
katedra widziała i jak wiele mogłyby opowiedzieć jej kamienie. Ale nie jest to
miejsce, w którym długo gościmy. Kierujemy się na skraj Dzielnicy Łacińskiej do
skweru przy St. Julien le Pauvre, skąd rzeczywiście jest najlepszy widok na
katedrę. 

 

Spokój i mało ludzi gwarantuje udane ujęcia i pojęcie piękna
architektury katedry z zewnątrz. Jest tu też najstarsze w Paryżu drzewo
robinia, ale o tym kiedy indziej. Przemykamy się do najwęższej i dość starej
uliczki Rue du chat qui peche – czyli ulicy kota, który łowi ryby. 

Po drodze
mijamy dziesiątki knajpek, z czego najtańsze są gyrosy za 5 euroli. Nie wiem co
w Polsce musiałby zawierać gyros za ponad 20 zł, ale nie decydujemy się.
Zresztą, już pierwszego dnia dowiedzieliśmy się, żeby nie próbować przeliczać i
porównywać, bo nie warto się stresować. Na tyłach Ile de la Cite jest skwer –
przepiękny, bo jest tu cicho i nie ma turystów.
Ludzie spokojnie odpoczywają na
ławkach albo chodzą z psiakami. Wchodzimy na Pont Neuf (Nowy Most), który tak
naprawdę jest najstarszym mostem w Paryżu, bo otwarto go już w 1607 roku. 
I
jeszcze dwa słowa o najstarszej części Paryża, bo właśnie z niej schodzimy,
czyli Ile de la Cite. Zamieszkana była przez Celtów – Paryzjów już od 200 r.
p.ne!
Mijamy tylko St. Chapelle, bo D. nie jest w nastroju
ani na siłach, żeby zwiedzać, a ja już motyw widziałam. I jestem pod ogromnym
wrażeniem. Postanawiamy tu wrócić, a póki co udać się w stronę Luwru.
Przechodzimy dziedzińcem i bez stresu i pośpiechu oglądamy budynki. 

Łuk Karuzelu

 Nawet nie
zamierzamy ustawiać się w kolejce, a D. jest na tyle zbuntowany, że nawet
zdjęcia z piramidą na fejsika nie chce sobie dać zrobić. Jest skwar, więc zmierzamy
do ogrodów Tuilieries, by chwilę znów przysiąść i odpocząć. Po drodze Łuk Karuzelu jak zawsze piękny i dostojny. Wybudowano go na polecenie Napoleona, na cześć zwycięstw. Rzeźby na szczycie to wierne kopie koni powożonych przez Pokój (obok stoją boginie zwycięstwa) z bazyliki św. Marka w Wenecji. Kiedyś stał tu oryginał, ale po klęsce Francji pod Waterloo, Napoleon musiał zwrócić zagrabione dzieło.
Pod Luwrem jest
multum ludzi, którzy sprzedają a to małe wieże, a to wodę prosto z lodu. Dużo
wycieczek, a zatem i języków. Ja jakoś tego miejsca nie lubię i chyba nie
polubię. A że podziwianie obrazów mnie nie jara w muzeum pełnym tłumów, to
nawet nie próbujemy dowiedzieć się, po ile są bilety. Za to w ogrodach…w ogrodach
jest spokój. I cisza, i zieleń, i multum kolorowych kwiatów. 

Zwracam uwagę na żywe kosiarki pod murkiem ;p

absolutnie moja ulubiona rzeźba w ogrodach (zdj. archiwalne)
Ja na krzesełku
prawie przysypiam. Jest sielsko i anielsko. Wstajemy powoli, bo w cieniu
zaczęło się robić chłodno. Powoli przemierzamy ogrody w stronę pl. Zgody czyli
Concorde
. Do połowy XVIII w. były w tym miejscu bagna i mokradła. Później
postawiono tu Czarną Wdowę, czyli słynną Gilotynę Rewolucji Francuskiej. 
Obecnie zaś na tym ogromnym placu są przepiękne fontanny z motywami
mitologicznymi, dookoła przeróżne gmachy, w jednej z osi widokowych Pont
Alexandra III
– wyjątkowy, bo jednoprzęsłowy, z belle epoque, co na owe czasy
było absolutnym przełomem w inżynierii mostów. Na środku placu stoi obelisk podarowany przez wicekróla Egiptu. Obelisk pochodzi z Luksoru i ma ponad 3200 lat. Urocze acz niezbyt urodziwe. Idziemy Champs d’Elysee. Powoli.
Ale jakiś tu taki kurz, trochę tłum. Wszędzie ludzie z torbami znanych marek. A
gdy wejść w głąb galerii na Polach – McDonalds (siku!), multipleksy i jakieś
różne sklepy. 
Azjatyckie wycieczki ustawia się w kolejki (zdjęcie archiwalne)
Nie trzyma to fasonu, więc wielki bulwar, który był świadkiem
triumfów Francji i wielkich pogrzebów, jakoś tak traci w moich oczach. Platany
ledwo zipią w ten upał, a my cudem wspinamy się powoli w stronę Łuku
Triumfalnego
. Obowiązkowe fotki na osiach widokowych, na przejściu dla pieszych. 
skwer przy Al. Roosvelta

To jest niesamowite, że ktoś kiedyś zaplanował, wymyślił i zrealizował układ
takich przestrzeni (ta oś liczy sobie 9 km!) i co więcej – że do dziś nikt nie zamachnął się na te ostoje
zieleni. I z tego powodu – mój wielki szacunek dla Paryżan.
Ponieważ z racji głodu i potrzeb fizjologicznych zmieniliśmy
plany, opuszczamy punkt Grand Palais i Petit Palais, a także aleję Roosvelta z
uroczym skwerem i most Alexandra III, na który mam chrapkę od kilku lat. Jedziemy
do przystanku metra Passy, które uroczo ulokowane jest nad ziemią. Schodzimy i
idziemy mostem Bir-Hakeim, który sam w sobie jest dość ciekawy. 
W Paryżu są ci bardziej zamożni…

…i ci trochę mniej, którzy muszą się nacieszyć diamentem namalowanym na ulicy

Górą mostu jeździ metro, a po bokach (bo idzie się środkiem) – jest ulica
Tu mała dygresja, ponieważ nazwa mostu oraz stacji metra
jest co najmniej zastanawiająca. Kim był ów Bir Hakeim? Z pomocą przychodzi
Wikipedia http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_o_Bir_Hakeim
i naraz okazuje się, że miejsce to ma całkiem sporo wspólnego (wyłącznie przez
analogię) z Polską. Upór i zacięcie jak widać to nie cecha wyłącznie narodu
gnębionego przez 100 lat z górką. Ale po szczegóły polecam już dotrzeć
samodzielnie do artykułu na Wiki (swoją drogą niezwykle zastanawiające jest, co
byśmy bez Wiki zrobili).
Jakaś wschodnia w rysach para robi sobie tu zdjęcia ślubne,
piękne światło i widoki. W oddali majaczy wieża Eiffela i błyszczące budynki
mieszkalne i hotele. 

Nigdy nie szłam od tej strony do wieży, a okazuje się to
nie głupim pomysłem, ponieważ jest tu mało turystów, jest cicho i spokojnie i
nie ma Murzynów (damn, jak inaczej nazwać Czarnoskórych, żeby nikt nie poczuł
się obrażony?) biegających z wieżami Eiffela w promocji.
Trocadero, ogrody Trocadero (blisko 10ha!) i pl. Warszawy 🙂

Od tyłu jest naprawdę niewiele ludzi

Karuzela! <3
Mnie na górę nie
ciągnie, bo byłam i widziałam, a generalnie wstęp tani nie jest. Ponieważ D.
jest absolutnie znudzony całodziennym chodzeniem, postanawia na wieżę wejść
schodami. Ja z dołu obserwuję co i jak, a przy okazji odpieram ataki dziwnych
ludzi oraz pomagam odczytać mapę kilku innym. Przy tej okazji warto wspomnieć, że znalazł się wariat, który postanowił stać się wiewiórką latającą i w kombinezonie po prostu sfrunąć z gracją z wieży. Finał tego łatwo przewidzieć, zamiast gracji był wielki plask zapewne. Ale samo wybudowanie wieży też jest pewnego rodzaju szaleństwem. Ale jak widać szaleństwo to stało się wręcz symbolem Francji. No, a na pewno Paryża.
Kiedy D. schodzi na dół, robi się
już szarówka, piękny zachód słońca przyciągnął do wieży tłumy, a kolejne tłumy
rozkładają koce, pikniki, wyjmują wino i kieliszki (to jest akurat niesamowicie
urocze) oraz zakąski na Polach Marsowych
Zaczyna się towarzyski wieczór
właśnie tu, właśnie dziś, w środę. Pod Szkołą Wojskową rozpoczyna się trening
zumby, a my pędzimy wokół Inwalidów – czyli złotej kopuły do metra i do domu. Jest
wbrew pozorom już późno, zanim dotrzemy będzie pewnie 22. Kopuła już tak nie
lśni, wokół w zasadzie nie ma żywej duszy. Kompleks ten został zbudowany na
polecenie Ludwika XIV dla ubogich weteranów wojennych. To co widać z daleka to
kopuła kościoła Eglise du Dome (kopuła) des Invalides. Jest ona pozłacana, po
raz pierwszy w 1715 r. Plan był taki, aby spoczęła tam rodzina królewska, ale
zasadniczo jakoś nie wyszło. Spoczywa tam natomiast Napoleon, którego zwłoki
wywieziono ze św. Heleny, zabalsamowano i wciśnięto w sarkofag i 6 trumien.
Jest to ponoć miejsce kultu dla Francuzów, a epitafium Napoleona można
przeczytać „ta kopuła to hełm na głowę giganta, niech spoczywa w pokoju”. Obecnie
można go zwiedzać, jest też jakieś militarne muzeum. Z zewnątrz wygląda
naprawdę imponująco. A w stronę Sekwany rozciąga się długi i piękny kompleks
zieleni, gdzie mają miejsce rozgrywki w bule.
Mocno zmęczeni, ledwo docieramy do domu. Toczą się jeszcze
dyskusje w kuchni, a ja przeglądam plany na jutro. Teoretycznie Disneyland,
jeśli damy radę wstać o 6…no, zobaczymy!
Tagi: , ,

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *