News

Refleksje po-paryskie

Refleksje po-paryskie
Cudze chwalicie, swego nie znacie? Okej, okej, ale mam
wrażenie, że do „swego” jestem już tak przyzwyczajona, iż zupełnie nie umiem
spojrzeć na pewne sprawy z innej strony. A to przydatna rzecz, potrzebna niezwykle
w okresach szału i zabiegania.

Kiedy jechałam tu po raz pierwszy, po 14 latach rozłąki z
Paryżem, miałam jego wyobrażenie z czasów, kiedy byłam ledwo nastolatką i
podróż na zachód wydawała się wówczas naprawdę wielkim przeżyciem, i wszystko,
co na tym zachodzie było to się chłonęło (czasem trochę bez refleksji). Podczas
wizyty 2 lata temu, ogromnym szokiem było dla mnie, jak bardzo Paryż jest
brudny
. Wszędzie są śmieci, a mieszkańcy (nie, nie, nie turyści!) naprawdę mają
gdzieś czy rzucą papier do kosza, czy obok. Kosze też w zasadzie prowizoryczne,
bo tylko obręcze i przezroczyste worki – do recyklingu i na odpady zmieszane.
Niby fajnie, ale w wielu miejscach wygląda to po prostu obleśnie. Przy tej
okazji krótka dygresja – a mianowicie, na wielu śmieciarkach można znaleźć taki
oto obrazek:
aż zadziwiające jest, że nikt nie wpadł na to, że w kraju,
gdzie tak wiele jest różnych ludzi, kultur i kolorów skóry – może to być
odebrane jako rasizm. 
Drugim szokiem, który potwierdziły też liczne rozmowy – jest
generalnie czystość w knajpach i hotelach. W większości łazienek, jakie
odwiedziłyśmy w 2011, bałyśmy się dotknąć czegokolwiek poza wodą i mydłem, a
siadanie na desce klozetowej było naprawdę ostatecznością. Na stronie hoteli (o
czym akurat przekonałam się w tym roku), bardzo często komentarze są w stylu:
widać pleśń w łazience i na ścianie gdzieśtam, śmierdzi z szafy, wykładzina
jest pełna dziwnych plam, na ścianach są brązowe zacieki, w łóżkach można
znaleźć robaki, pościel jest brudna lub śmierdzi, kurze na półkach nie były
ścierane chyba nigdy, przez okno nic nie widać (bo pokrywa je warstewka brudu).
Takich hoteli jest kilkanaście co najmniej, niektóre nawet mają **, dlatego
jeśli planuje się pobyt w hotelu czy schronisku – warto poczytać recenzje i
dokładnie obejrzeć galerię. Z doświadczenia M. wiem, że łazienka potrafi
powiedzieć wszystko o danym miejscu, zaś ze swojego – że jeśli na stronie nie
ma zdjęć, to nawet nie warto dzwonić, bo może być naprawdę zabawnie.
To jest na pewno to, co mnie razi, denerwuje czy w jakiś
sposób odstręcza. 
ALE. Jest cała masa innych aspektów paryskiego życia, które
dają do myślenia i po prostu każą zrobić rachunek sumienia bądź zadać sobie po
prostu wiele różnych pytań. I warto, bo bez względu na to, co mówią o
Francuzach (że lenie niby i nieroby), to ileś rzeczy udaje im się zrobić i
osiągnąć, a w wielu radzą sobie naprawdę wyśmienicie…
Po pierwsze – śniadania. Przede wszystkim – żeby mieć na nie
czas rano, nawet kosztem snu. Bo to jest taki start, który procentuje potem przez
cały dzień – przetestowaliśmy nie raz i jest w tym dużo prawdy. Ale jeśli
śniadania to ze świeżym pieczywem i z naprawdę różnorodnych składników – mleko,
ser, wędlina, ale i owoce i warzywa, i coś słodkiego jako wisienka na torcie.
Jako akompaniament może służyć kawa, gorące mleko (które jest stałym elementem
menu w kawiarniach) czy kakao. Jak ktoś woli – może być i sok pomarańczowy albo
wyciśnięty z grejpfruta (franc. Pamplemousse <3).
Po drugie – uśmiech i pozytywne podejście do świata i ludzi.
Tu nikt nie zakłada złej woli drugiej osoby. Coś o czym ostatnio dużo czytałam
w pewnej książce naprawdę tu nie istnieje. A mam na myśli to, że tu ludzie nie
boją się świata, nie są z założenia wrogo nastawieni do innych. Tu nikt nie śle
wiązanek, gdy popełnisz błąd. Stojąc na jednym z najbardziej ruchliwych
skrzyżowań na Montmartrze, nie zauważyliśmy że stoimy już na ścieżce rowerowej.
I trafił się akurat rozpędzony rowerzysta. Zadzwonił dzwonkiem, a gdy nie
zorientowaliśmy się o co chodzi, zwolnił, przeprosił nas dwa razy, z uśmiechem
wskazał na ścieżkę i pojechał dalej. Takich sytuacji jest po prostu mnóstwo – w
supermarkecie, gdy wpadam zagapiona na czyjś wózek słyszę „pardon, pardon” i
widzę uśmiechniętą twarz. Automatycznie sama się uśmiecham i również
przepraszam, bo przecież to ze mnie jest gapa! Idziemy chodnikiem i akurat
przejeżdża prostopadłą ścieżką rowerzystka. Przecież mogłaby przyspieszyć i
śmignąć nam przed nosem, ale nie – ona się zatrzymała (a wokół pusto!),
przeprosiła nas i puściła przodem. Niby to są oczywistości, niby to powinna być
norma, pewien poziom kultury, absolutnie podstawowy. Ale w tych ludziach jest pewna
otwartość na świat, brak strachu przed drugim człowiekiem i proszę bardzo! Nie
ma żadnych przepychanek, w metrze nie ma mowy o problemie z ustępowaniem
miejsc, czy wstawaniem z siedzeń, które utrudniają wsiadanie większej ilości
osób na danych stacjach. To wszystko odbywa się tak po prostu. A my ledwo
jesteśmy w Polsce porywa nas pęd, bieg, nerwy, poczucie że jeśli nie obronię
tego skrawka wokół siebie w tramwaju, to zniknę w ogóle, przestanę istnieć.
Ktoś zadepcze mnie (czy raczej moje ego), na pewno zaatakuje, nie pozwoli
wysiąść i nie wiadomo co jeszcze. Oczywiście ten strach nie bierze się znikąd –
mamy różne epizody w historii za sobą, ale świat się na tyle zmienił, że można
by pomyśleć i nad zmianą własnych przekonań i podejścia do życia.

Po trzecie – pracuje się tu
powoli, ale rzetelnie
. Nie ma pośpiechu, robienia wszystkiego na ostatnią
chwilę, obiecywania czegoś w nierealnych terminach, czy siedzenia po nocy. Tego
po prostu nie ma, bo nikt tu już nie wychodzi z założenia, że to jest
niezbędne, żeby udowodnić swoją wartość, czy pokazać, że mi zależy. Po prostu
to nie tędy droga. Jakżeby cudownie było, gdyby to samo odkryć i zrealizować
tutaj, w Polsce, u mnie osobiście. Przestać się zarzynać, żyć od terminu do
terminu, byle dalej. Zapominać gdzieś w tym wszystkim o radości z pracy i po
prostu z bycia tu i teraz. I to jest zadanie na najbliższy czas. Pielęgnować to
w sobie i pielęgnować na co dzień. Nie dać się zwariować i nie pozwolić
wchodzić w swój świat butami, zwłaszcza brudnymi. Więc z okazji powrotu do
pracy po urlopie, jutro zamierzam sprawić, aby było pięknie, ha!

a domek z takimi oknami będę mieć za lat parę 🙂
Tagi: , ,