News

Pakowanie

Pakowanie

Ostatnie godziny w otulonej jesienią Polsce. Jest pięknie. Mgły spowijają las za oknem i drogę do sklepu po śniadanie (albo jego elementy). Nie, spokojnie. To nie będzie o ostatnim posiłku…

Jak pisałam na początku: 28 czerwca (mówiąc to do siebie na głos) – pewne decyzje mają charakter ostateczny.

Do tego dnia zrobiłam 7 (słownie: siedem) list rzeczy, które powinnam ogarnąć przed wyjazdem. Wszystkie inne i niepowtarzalne. Niestety żadna nie ukończona w całości. Z części rzeczy świadomie zrezygnowałam albo odpuściłam. Inne odwlekam w czasie. Jeszcze inne pozostają pytaniami. Pojawiło się też mnóstwo nowych.
Zebrałam się w sobie i spotkałam z przeróżnymi ludźmi. Rozmawiając o przeróżnych rzeczach, odkrywając smak różnych napojów, ciast i obiadów. Z trzema osobami się nie spotkałam. I prawdopodobnie nie spotkam – to właśnie te ostateczne decyzje – zamykam te rozdziały w cholerę. Niech nie wracają.
Przeczytałam wspaniałe książki  i artykuły. Przeczytałam (z ogromną niepewnością i strachem) swoje stare opowiadania. Nie wierzę, że niektóre napisałam ja…Zrobiłam stos nowych książek do przeczytania. Oraz listę tych pożądanych.
Co najważniejsze: uwierzyłam, że mogę wyjechać na miesiąc i prawdopodobnie świat w pracy się nie zawali.
Mam też nową paranoję: lot samolotem.

Na komodzie piętrzy się stertka zamówionych, zakupionych i uzbieranych na wyjazd rzeczy. Tu należą się ogromne podziękowania wszystkim doradcom, pożyczającym czy oddającym albo sprzedającym. Ogromne. Wybór obiektywu czy kosmetyczki momentami zaczął mnie przerastać. I tu dodam, że warto pytać nawet pozornie niedostępnych ludzi (np. znanych podróżników) o nieraz błahe rzeczy.

A zatem…jedziemy. Za nami pół roku zmagań z przeróżnymi sprawami. Przed – miesiąc na reset. Mam wrażenie, że to nie jest dobry moment na wyjazd, bo jestem dosłownie w połowie odkrywania czegoś, co leżało nieodkryte 15 lat. No, tylko tak uczciwie…czy to nie jest odwlekanie w nieskończoność? Zobaczymy!
Do usłyszenia za miesiąc.

Tagi: ,