News

Reality…show

Wróciliśmy.

W zasadzie bez większych przeszkód, ale na wszystko znajdzie się pora.

Póki co siadam do obróbki zdjęć – jeśli każdego dnia trzepnę po 500 sztuk, to jest szansa, że do Świąt zdążę (:

Jaka w Polsce jest pogoda, każdy widzi. Bangkok pożegnał nas strzałem z liścia w policzek oraz duchotą i gorącem. Z ulgą nabieram powietrza, czując jak świdruje mnie w płucach. Niestety, zaraz potem zaczynam się krztusić i smarkać, bo klimatyzacja w liniach Emirates mnie dosłownie wykończyła.

W głowie jest miliard refleksji, począwszy od takich niezwykle górnolotnych przez niezwykle codzienne i proste (jak na przykład to, że ledwo weszliśmy na halę przylotów, a już nas dopadła złośliwość, fukanie i patrzenie spode łba). Obliczyłam, że najbliższy rok spokojnie mogłabym zapełnić opowieściami o Azji, bo tak wiele zebrało sie różnych myśli. W ramach aklimatyzacji i walki z jet lagiem – przebiję się najpierw przez notatki, a jak już wybiorę i obrobię zdjęcia – będzie się działo, ha!