News

Kąpiel ze słoniem – recenzja

Kąpiel ze słoniem – recenzja
Zdjęcie pochodzi z claireandmia.com

Nic nie dzieje się przez przypadek, oto dowód #3465682236890999111one.
Tym razem będzie recenzja. Długa i pełna. Dla leniwych – polecam końcówkę 🙂


Oto historia: jest chłodny dzień lutego, ledwo trzymam się na nogach, bo zabija mnie mix przeziębienia, odwodnienia i wysokiego ciśnienia. Wpełzam do autobusu, który wiezie mnie na Krakowskie, gdzie umówiłam się na ważną dla mnie rozmowę. Taką z gatunku osobistych. Taką, którą bardzo przeżywam i pokładam w niej wielkie nadzieje. Jako że dojeżdżamy chwilę przed czasem, postanawiam rozgrzać się i skupić w (jakżeby inaczej) księgarni. Jest kilka takich, które tylko odwiedzam, bo przeraża mnie tam albo obsługa, albo klientela, więc na wszelki wypadek udaję, że mnie nie ma, nie odzywam się i wsysam tytuły, autorów i okładki. Po ciężkim tygodniu i po nieudanych próbach znalezienia dobrej i satysfakcjonującej lektury po Mistrzu i Małgorzacie, łapię i kartkuję parę pozycji. Biorę też do ręki coś, co jest z przeceny. Okładka jakaś taka…no klasycznie ładno-nudna. Zaglądam do środka, spis treści. Nepal, Chiny. Hmmm…książka zaiste w promocyjnej cenie, a do tego kilka krajów w jednym (bo to z serii podróżniczej, za którą za bardzo nie przepadam – wolę przeżywać niż czytać), z czego przynajmniej trzy mnie kręcą. Dobra, sru. Niepostrzeżenie zbliżam się do kasy, szybki myk z zapłatą i już mnie nie ma. A książka poczeka parę dni, aż ją otworzę.

Oto teoria: nie wierzę w przypadki. Wszystkie ważne dla mnie książki same do mnie przyszły. Przyciągnęły mnie z niewiadomych względów. Większość z tych nielicznych kupiłam spodziewając się czegoś innego, wierząc że znajdę tam coś, co sugerował tytuł, okładka, a w rzeczywistości znalazłam tam cały świat. Serio.

Egzemplarz prywatny 🙂

Claire – lat 50+, scenarzystka, artystka, pisarka. Matka i żona.
Mia – lat 25+, humanistka, artystka, trochę i pisarka. Córka.
Obie mają za sobą trudne doświadczenie zmagań z wykorzystywaniem na tle seksualnym Mii, a później z jej narkotykowym uzależnieniem. Wyszły z tego zwycięsko, silniejsze – co wiele razy podkreślają w książce. Ale także i zmienione na zawsze.
Claire dowiaduje się o Wielkich Łowach – podróży po wylosowanych krajach, gdzie trzeba wykonać zadania i zdobyć jak najwięcej punktów. Zadania służą poznaniu kultury, historii, tradycji danego narodu. Uczestnicy nie wiedzą przed wyjazdem, jaki będzie ich kolejny cel, nie mogą się przygotować.

www.claireandmia.com

Pierwsza część książki to miesięczna podróż po Chinach, Nepalu, Malezji, Egipcie, Grecji i Bałkanach. Kupiłam tę pozycję z nadzieją na dotknięcie tych krajów, pierwszy krok do zgłębienia ich esencji. Ale nie. Dostałam przezabawną opowieść o dwóch szalonych kobietach, które zmagają się z:
a) różnorodnością kulturową odwiedzanych miejsc
b) koniecznością wykonania miliona zadań (gdzie wiadomo z góry, że nie dadzą rady wykonać wszystkich) i pogodzenia tego z chęcią zwiedzania i poznawania kultur
c) własnymi ograniczeniami i ze sobą nawzajem.
Nie znoszę ckliwych opowieści, przesłodzonych niczym kiepska beza narracji pełnych dramatycznych zwrotów akcji, wyznań, łez i pojednania matki z córką. Wystraszyłam się nie na żarty, gdy po pierwszych 20-tu stronach wiele wskazywało na to, że więcej dowiem się o Mii i Claire, niż o odwiedzonych przez nie zakątkach. Ale ich przygody, rozkminy są opisane tak wspaniale, tak rześko i z innej perspektywy, że nie mogłam się oderwać! Relacja matki z córką, tak strasznie stereoptypowa, jest ukazana w innym świetle – pełnym wzajemnego szacunku, ale i radości, momentami jednak frustracji i złości. Książka napisana jest z perspektywy dwóch narracji – Claire i Mii, z łatwością można je odróżnić po kroju zastosowanego fontu.

www.claireandmia.com

Pierwsza część kończy się szybko i niespodziewanie. Druga zaś przenosi nas do Francji, do Awinionu. Gdzie dziewyczyny (tak, tak!) postanawiają spędzić kilka miesięcy na zwiedzaniu i na poukładaniu sobie swoich własnych spraw, ale też i wzajemnej relacji. To literacki majstersztyk. Zabawne sytuacje, lapsusy językowe przeplatają się z feerią barw, smakami i zapachami Prowansji, z historią miejsc i sztuki, z szalonymi ludźmi, z pięknem krajobrazu, wyjątkowymi osobowościami, z pomysłami na życie i ich brakiem jednocześnie, z deszczem, kłótnią o zagubioną drogę i z zachodami słońca na skarpie katedry Notre Dame des Domes. Mieszanka wybuchowa. Żadnego pitolenia o odkrywaniu na nowo matki i córki. Żadnych błahych pierdół. Każde słowo jest pełne sensu i potrzebne, a każde zdanie idealne (okej, niektóre mają wpadki korektorskie, ale…wiadomo). Nie przypuszczałam że ta lektura sprawi mi tak wiele frajdy, że otworzy tak wiele drzwi i okien.

www.claireandmia.com

Ostatnio żyłam w całkiem mocnym przekonaniu, że przeczytałam albo mam zamiar przeczytać książki (i już je zdobyłam), których teraz potrzebuję, aby dokonać pewnych zmian, nabrać sił i rozpędu. Pewnie o nich napiszę, bo każda z nich dała mi coś niezwykle cennego – energię do poszukiwań i do grzebania. Ta książka to coś innego, nowego. Po Mistrzu i Małgorzacie bardzo brakowało mi takiego języka, tak doskonałego doboru słów, dzięki którym po prostu się rozpłynęłam. Z drugiej strony – dobra książka wzbudza niepokój. To uporczywe i nieco natarczywe poczucie, że jest jakoś niewygodnie. I że można (a ja chcę) wyruszyć w taką swoją minipodróż, żeby dostrzec to ukłucie, zbadać je. Zadać sobie pytania, czasem takie bez „?” na końcu, żeby dłużej brzmiały.

Ostatni rozdział książki to „Awinion: ciągle osiągamy pełnoletność„. Przecież to nawet nie wymaga komentarza…

„Wiem doskonale, jak się czuła, jak to jest, gdy wypowiada się słowa Jasne, zrobię to albo Oczywiście, możecie na mnie liczyć, podczas gdy jakaś część mnie się kurczy. Dlaczego nie mówimy: Dziękuję, ale chętnie przespaceruję się dziś sama albo Przykro mi, nie jestem w stanie tego dziś dla ciebie zrobić bez konieczności tłumaczenia się. W końcu, jak powiedział Bernard Baruch, ci, którzy się liczą, nie mają nic przeciwko, a ci, którzy mają coś przeciwko, się nie liczą. W przeciwnym wypadku osoba, która przestaje się liczyć to my. […] Dostosowujemy się, idziemy na rękę, czekamy na swoją kolej, robimy to, co powinnyśmy. W ciągu kilku dekad dorosłego życia zbieramy tak wiele powinności.”
Fragment książki, narracja Claire.

„Jesteśmy tak ukształtowani, by unikać bólu – jeśli obwiniamy się za każdym razem, gdy oceniamy, czy analizujemy siebie i swoje życie, istnieje tym większe prawdopodobieństwo, że przestaniemy to robić, co oznacza, że nadal będziemy żyć jak dotąd.”
Fragment książki, narracja Mii.

www.claireandmia.com

Tagi: , , ,