News

Wat S(R)aket – czyli o literówkach w Azji

Wat S(R)aket – czyli o literówkach w Azji

W każdym przewodniku i książce stoi wielkimi literami WAT SAKET. Mój uśmiech wyzwala literówka na bilecie: Was SRaket (kto był msosiem ten wie czemu). Musiało minąć pół roku, żebym odnalazła informację, z której wynika, że to wcale niekoniecznie jest literówka

Postanowiliśmy że dziś wcześniej wstaniemy, żeby nie hasać w upale po Bangkoku. Ehe, jasne. Ponad połowa grupy spóźniła się pół godziny na spotkanie, a mieliśmy zacząć o 7 rano!
Z racji niskiego budżetu, jaki nam pozostał, ruszamy z buta do Wat Saket. Góruje nad okolicą, bo jest to jedyne wzgórze w owej okolicy. Co więcej – sztucznie usypane.

Przy wejściu: mini-makieta

Dokładnie tak to wygląda, tylko nie jest złote, a…białe. Jedynie czedi (patrz fotki niżej) jest złotym zwieńczeniem góry. Jak dla mnie, to dość zabawne miejsce – zbudowane z powodu widzi-mi-się króla (Ramy I, czyli pierwszego tu w Bangkoku). 79 metrów wysokości, 318 schodków. Prycham pod nosem na myśl o tym, że to coś w stylu Góry Parkowej w Krynicy albo Gubałówki, tylko końcówka ma inną niespodziankę. Straszna mi tam atrakcja turystyczna…

Dzień dobry

Postanawiam jednak zmienić zdanie, gdy okazuje się, że jest to góra Fortuny i tutaj należy wspiąć się po to, aby o takową prosić. A że jakoś Lotek nie chce się sam wysłać, potraktowałam to jako dobrą okazję do budowania samospełniającej się przepowiedni.

Aby o tę fortunę uprosić, należy uderzyć we wszystkie napotkane dzwonki. A te są dosłownie wszędzie! Na początku myśleliśmy, że szybko pójdzie, bo w zasadzie, to nie jest ich aż tak znowu dużo. Jednak w końcu, ktoś bardziej spostrzegawczy wskazał ponad te wielkie dzwony i drżącym głosem rzekł: Patrzcie, są jeszcze mniejsze, wyżej. Szlag!

Strażnik – jaksza

Na samej górze widok nie jest jakoś specjalnie powalający, ale wieje przyjemny wiatr i to jest cudowne. Wokół czedi stoją strażnicy udekorowani przez wiernych dzwonkami i girlandami. W środku, relikwie Buddy (jedne z 5 znalezionych w Nepalu, pozostałe 4 trafiły do Cejlonu, Japonii, Birmy i – uwaga – na Syberię). 

Czedi w pełni okazałości
Widok (ten budynek z kopułą to hotel od Kac Vegas, w dzielnicy Silom
Flaga buddyjska – koło dharmy, czyli nauk Buddy
I do widzenia

Skoro jesteśmy przy wyjściu, to można tu wejść na dwa sposoby, znaczy się od dwóch stron. Jakież to urocze, gdy okazuje się, że część grupy gubi się przy wyjściu z toalety i mamy w plecy kolejne pół godziny.

Słabo widać, ale tak – jest tam napisane Wat Sraket (nie Saket)

Ponieważ moje oko uwielbia wyłapywać takie szczegóły, roześmiałam się radośnie i sprawę gdzieś tam zostawiłam, odpuściłam. Ostatnio jednak, poszukując materiału na różne pokazy, wygrzebałam gdzieś informację takową, że Wat ten pamięta naprawdę, naprawdę odległe czasy, kiedy okolica nie grzeszyła dobrymi ludźmi. Wówczas to świątynia miała długą nazwę, bo Wat Srakesa Rajavaramahaviharn, co oznacza – Świątynia Mycia Włosów. Tak. Tak właśnie, nie inaczej. Później jednak, wspomniany Rama I, zdecydował się odnowić świątynię, nadać jej status królewski i zmienić nazwę na (uwaga):
Wat Sra Ket (pozostawiono ostatecznie Wat Saket), co oznacza: Świątynia Oczyszczania Królewskich Włosów. I weź tu ufaj przewodnikowi, który rechotał z tego odkrycia razem ze mną („debile” – patrz wpis o bólu dupy).

W oczekiwaniu na (w większości) zagubioną po drodze z kibelka grupę, przysiadłam przy chłopcu, który skończył kolorować transformersa, rodzice przygotowywali garkuchnię, a młody siedział i obserwował tuląc psa. Spokój i skupienie, podziwiam!

Tagi: , , ,