News

#100happydays – projekt o szczęściu

#100happydays – projekt o szczęściu

Czerwiec był ciężki. Głównie ze względu na Bastka (paczaj TU). Nie jest jakoś bardzo lżej, choć ileś spraw ruszyło do przodu. Dużo też do nadrobienia. Jako że potrzebowałam motywatora, czegoś co pozwoli mi…nie, co zmusi mnie wręcz do wyszukiwania w dniu dobrych rzeczy. Staram się to robić od przynajmniej kilku lat. Wdzięczność nie jest mi obca, w zasadzie nie ma dnia bez głębokiego „dziękuję” dla ludzi, miejsc, wydarzeń, dla siebie też. Aż tu nagle pojawiło się 100 happy days.

Co to jest 100 happy days?

To takie przedsięwzięcie (nie znoszę nowomodnego słowa projekt, którym przesycone są wszystkie internety, jutjuby i instagramy na Ziemi), o którym możesz poczytaj na przykład o tu. Założenie jest zbliżone do mojego – chodzi o to, aby na powrót zacząć zauważać dobre rzeczy, które się dzieją wokół nas. Bo świat taki zabiegany.
Chyba nie do końca zgadzam się z tym (co jest na stronie), że 71% ludzi nie ukończyło tego zadania, bo nie miało czasu. Na szczęście. Chyba na FB czy Insta co najwyżej. Jak myślę o potencjalnych zagrożeniach dla realizacji tego zadania, to nie jest to wbrew pozorom wcale to, że nie zauważę dobra i szczęścia, ale że zapomnę o tym zaanonsować światu. Bo zadanie jest „zaliczone” wówczas, gdy według wcześniej określonego sposobu (możesz wysyłać zdjęcia mailem, ładować na FB, na Instagram, itd.) przez 100 dni z rzędu pokażesz to, co daje Ci szczęście.

Po co?

Mało obchodzi mnie motywacja twórców tego zamieszania, ale dobrze jest zdać sobie sprawę ze swojej własnej. Któregoś razu pewna Małgorzata zaprosiła mnie na FB do dzielenia się trzema dobrymi rzeczami przez trzy dni z rzędu. Pomyślałam że skoro tak, to pójdę na całość.
Naumiem się Instagrama.
Zacznę na nowo zwracać uwagę na świat wokół.
Będę wynajdywać małe, drobne rzeczy, które uśmiechają mi twarz.
Zacznę praktykować uważność. Na nowo, bo rozwaliłam swój „system” w czerwcu w proch.
Zainspiruję się przez znacznik tym, co robią inni. Może robią coś ciekawego?

Start!

I zaczęłam. Mija dziś 10 dni.
Tak więc jako że szczęściem trzeba się dzielić, to się podzielę tym, co mnie cieszy. Z krótkim komentarzem. W końcu na tym też polega podróżowanie przez codzienność – na małych radościach, nie? Fotki wrzucane w kolejności akcji (:

Szukaj mnie na FB i na Instagramie! A może też spróbujesz?

Sobota targowa. Pod nosem mam jeden z największych, cotygodniowych targów na Mazowszu. Wielbię poranki okraszone feerią barw targowiska. Poranki, póki nie ma zbyt wielu pań z wózkami, które notorycznie obrabiają pięty. Poranki, bo chłodno, a targowisko w słońcu. No i lato – więc kwiaty – te pożyteczne dla owadów, kolorowe, prężące się, żeby je wybrać. I soboty. Które w ciągu roku „szkolnego” mam zajęte…szkołą.

Sąsiedzi mają dziecko. Chłopca w sensie. Przy takich widokach zawsze się zastanawiam dla kogo ta zabawka (tak naprawdę)… 😛

Popołudnie niedzielne. Byłyśmy u Bastka oporządzić teren. Jako że to dzień z tych trudniejszych – nagroda w postaci wegańskiego ciasta bez grama cukru. Nerkowiec – z orzechów nerkowca, z masą migdałową i daktylową, z jagodami goji. Obłędnie pyszne.

Moja dżungla na balkonie. Jeszcze przed ścięciem lawendy. Ale o balkonie opowiem następnym razem.

Green Coffee Nero to jedyne miejsce, gdzie pijam kawę z sieciówek, bo tylko tu ma dla mnie prawdziwy smak. Jako że był to trudny i sądny od rana dzień – trzeba było dobrze go zacząć 🙂 Chwila z gazetą przy kawie i ukochanym, wielbionym cieście gwarantuje udany dzień (i na szczęście wszystko się dobrze poukładało!).

Wprawne oko zauważy tu smoka, a konkretniej Nocną Furię :). Postanowiłam wybrać się na Jak wytresować smoka 2 w wersji 3D. Co prawda znów zapomniałam okularów na nos, ale wrażenia z samego filmu – oszałamiające! W sensie nie tylko 3D, ale fabuła, mądrości i oczywiście smoki. Smoki. Smoki. Smoki. Smoki!

Taka niespodzianka z rana w kuchni. Chabry to moje ulubione letnie kwiaty. W tym roku pojawiły się wyjątkowo wcześnie i wyjątkowo długo można je spotkać na polach!

Wieczór artystyczny. Kaligrafia, liściki i lakowanie kopert. Co prawda lak trochę śmierdzi, pieczęć nie z tym motywem, co bym chciała, ale uwielbiam to robić. Świeca i tak była przydatna, bo dzięki szalonej burzy za oknem mieliśmy dyskotekę ze świateł w domu.
 
Od wielu dni obserwuję zasiedlanie mojego domku dla owadów na balkonie. Zajętych jest 5 dziur. Jak widać – dla takiego owada, to też wysiłek. Dopiero w tym roku odkryłam potencjał w fotografowanych bezkręgowcach, tak więc trybowi makro oddaję się bez reszty. Jak widać owady jakoś mało to obchodzi.

Deszczowa sobota z jagodami. Nie jestem fanką ich smaku, ale kocham kolor owoców i właściwości lecznicze.


Brownie z malinami. Ponieważ zakupione maliny okazały się dość rozpaćkane, więc…coś trzeba było zrobić. Brownie nauczyła mnie robić Natalia (której dziękuję za liczne rady odnośnie miąchania i naczyń żaroodpornych), natomiast przepis na to konkretnie zaczerpnęłam stąd. Wyśmienita sprawa, bo dzięki malinom nie jest takie słodkie!
Jak widać – małego szczęścia u mnie niemało. Aczkolwiek powinnam się zastanowić nad tym, że aż cztery foty przedstawiają…jedzenie. Hm….
Tagi: , , , ,