News

Dolny Śląsk – Bolesławiec i zamek Kliczków

Dolny Śląsk – Bolesławiec i zamek Kliczków

Taki czas jest tylko raz w roku. Prawdę mówiąc nie mam nawet pojęcia, jak wygląda Bolesławiec poza „sezonem” ceramicznym. Wiem za to, jak wiele kolorów pasuje do słynnego granatowego motywu bolesławieckiego i że fabryk ceramiki w Bolesławcu jest ponad 40. W tym roku dowiedziałam się też, jak niewyobrażalnie magiczny jest pobliski Kliczków z pięknym pałacem.
W zeszłym roku Bolesławiec również był jednym z przystanków (poczytaj o Bolesławcu i okolicach tutaj, a także i tutaj) na trasie. Ponieważ byłyśmy tam wtedy drugi (a teraz trzeci) raz, to w zasadzie nigdzie nie wspomniałam ani słowem o tym, że Bolesławiec jest naprawdę piękny.

Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Mikołaja

Ratusz z XVI wieku

Herb
Bolesławiec jest Miastem Drzew (o czym niestety nigdzie w centrum nie można przeczytać), co widać – to znaczy zazielenienie w centrum, przy murach i za nimi jest naprawdę miłe dla oka. I należy to docenić, ponieważ dba się nie tylko o parki czy trawniki, ale o pojedyncze drzewa. A wśród nich na przykład mało znany tulipanowiec amerykański, cisy, platany.
 

Niektóre z kamienic wokół rynku zachowały się z XVII wieku, inne młodsze, ale równie okazałe. Pytanie tylko o gust – ponieważ Rynek jest zdecydowanie w odcieniach pastelowych.
W tych domkach będą się wystawiać fabryki i inni wykonawcy na Święcie Ceramiki, które w tym roku wypada po raz 20-ty.

To już obrazek spoza ścisłego centrum. Warto też dodać, że na terenie miasta stwierdzono ważnego w polskiej i europejskiej przyrodzie chrząszcza – pachnicę dębową! I to raptem 400 m od rynku. Dzięki temu powstał tam pomnik przyrody – Aleja Drzew. Super, nie?

Takie zieleńce – pełne róż i gęstych żywopłotów wijących się w labirynty wszelkiej maści jest całkiem sporo i to przy…blokowiskach.

No dobrze. Ale przyjechałyśmy tu w bardzo konkretnym celu – a mianowicie musiałam zapoznać U. z tym, jak dobrze szperać w czasie Święta Ceramiki i nie wydać fortuny. Oczywiście przepadła i piszczała mi do ucha nader często i głośno. Cóż, sama też pamiętam te fale radości na widok dóbr wszelakich. Tak czy siak trzeba Ci wiedzieć, że jeśli już trafisz na Święto (a trwa ono zazwyczaj 4-5 dni), to:
– nigdy nie wpadaj wcześniej niż o 11-11.30 – nikt nie wystawia się na czas, szkoda nerwów i czekania
– obejdź najpierw stoiska, popatrz na ceny, porównaj
spisz sobie (!!!), co jest Ci potrzebne, co chcesz kupić. No, wiesz: miska, 3 małe talerze, kubki do grzańca (te pękate), itp – dzięki temu masz szansę nie kupić więcej niż potrzebujesz i Twoja karta kredytowa Ci podziękuje
– znajdź stoiska z wyprzedażami. Na przykład tanie misy, talerze i kubasy sprzedaje fabryka Wiza. Niektóre fabryki mają też specjalną promocję, warto pytać o aktualne ceny (bo nieraz bywają o 40% niższe)
– patrz na jakość i certyfikaty. Niektóre fabryki określają jakość swoich produktów. Poszukaj tych z nieco gorszą jakością np. II lub III, może będą sporo tańsze, a uszczerbek na tyle nieznaczny, że nawet go nie zauważysz? Ceramika bez certyfikatu jest minimalnie tańsza
– jeśli widzisz, że produkty tego samego rodzaju mają różne ceny – pytaj. Niech sprzedawca pokaże Ci, jaka jest wada produktu. Ma to znaczenie na przykład w formach do zapiekania, naczyniach żaroodpornych itp. – gdzie pęknięcia mogą powodować, że będą tam zostawały resztki jedzenia – fuj! Ale na dekorację czy na owoce już się świetnie nadadzą
nie targuj się, nie rób wsi
– proś o paragon
To, co zobaczysz na straganie to efekt pracy (mniej lub bardziej udanej – zdarzają się bowiem błędy w produkcji i dzięki temu możesz coś znaleźć na wyprzedaży) przez okrągły rok! Doceniaj to, bądź dla ludzi ostoją spokoju i uśmiechu. Zwróci się po stokroć.

Część stoisk tworzy misterne dekoracje
Nowe wzory prezentowane są na wystawach tworzonych przez młodych artystów
W tym roku dużo nowych kolorów zagościło na Święcie.
Były też stare, dobre wzory. Tradycja w każdym calu.

Jak już obkupiłyśmy siebie i pół świata (czyli rodzinę i przyjaciół), trzeba było nam ruszyć w dalszą drogę. Nieopodal Bolesławca znajduje się zamek (pałac – cóż, to pojęcie względne) Kliczków. W XIII wieku znajdowała się tu warownia księcia Bolka I Surowego. Przebudowano ją w XVI wieku w renesansowym stylu, a 300 lat później ponownie – na romantyczną modłę neogotycką.

źródło: zanocujmy.pl

Kompleks jest całkiem duży, prezentuje się znakomicie. Można w nim zanocować (ok. 400 zł za pokój dla dwóch osób), można zrobić konferencję, skorzystać z basenu i SPA.
Z mojego punktu widzenia – miejsce warte odwiedzenia, ponieważ pałac zachował się w doskonałym stanie dzięki różnym inwestycjom! I może z powodzeniem konkurować z zamkami nad Loarą.

Z parkingu do bramy wiedzie aleja przystrojona okazałymi drzewami. Nie ma żadnych „brzydotek” typu potykacze, marne plakaty i hulające chorągiewki. Dziwi jedynie flaga Polski powieszona nieco…w inną stronę, ale może to jednak coś znaczy. Po przejściu przez bramę trafiamy na przepiękny dziedziniec pokryty płaszczem winobluszcza.

Rzeczona brama
Winobluszcz zawładnął tym miejscem dawno temu i dodaje szczyptę magii już od samego wejścia
Brama od strony dziedzińca. I jakże zacne hasło.
Jedna ze ścian dziedzińca.
I zarośnięta recepcja.

Weszłyśmy do recepcji, żeby zapytać, co możemy zobaczyć i gdzie. Obsługa była arcymiła i wskazała nam:
– oczywiście dziedziniec i taras restauracyjny (trzeba przejść przez niezbyt zachęcające drzwi)
salę myśliwską, balową, bibliotekę
oranżerię
ogród i park
cmentarz dla koni – jedyny taki w Europie.
Sama recepcja mieści się w dawnej stajni – doskonale zagospodarowanej – widać stare żłoby kamienne, ilość „mebli” i innych półek na szpargały nie zagraca pomieszczenia.

Recepcja i kawiarnia w dawnej stajni
Oranżeria (tylko dla gości hotelowych)
Dawniej ujeżdżalnia, a dziś…basen.
Część mieszkalna od strony parku.
Prywatne zabudowania po drugiej stronie parku.
Widok na zamek i ujeżdżalnię od strony parku.

Skrzydło przeznaczone dawniej dla służby.
Dawna biblioteka, obecnie restauracja. Kasetonowy, drewniany sufit robi niesamowite wrażenie!
Schody do części konferencyjnej.
Sala myśliwska to pomieszczenia restauracji.

Arkady centrum konferencyjnego
I złote myśli przy wyjściu.
A to jeden z nagrobków koni. Właściciele byli do nich tak przywiązani (jak i do psów), że oddawali zwierzakom cześć w taki właśnie sposób. Nagrobków było więcej, ale nie zachowały się. Obecnie dwa są oryginalne, a jeden postawiono niedawno jako symbol. Ciche i piękne miejsce – w sam raz do gonitw po krainach wiecznych łowów.

Zamek jest spory, jest co obejrzeć. Kuchnia podobno niezła, więc można by i zjeść. Niedawno otwarto również Folwark Książęcy, gdzie można zanocować za 200 zł za pokój, więc daje to nadzieję tym nieco mniej zasobnym portfelom na klimat królewskich luksusów.

W Kliczkowie jest kilka zabudowań w stylu pruskim – to znaczy szachulcowych (jeśli między belami drewna byłyby cegły, to byłby to typowy mur pruski). Jest też kościół pw. Trzech Króli, ale zamknięty dla takiego jak my plebsu. Jest stadnina – i to całkiem spora, z której można śmiało skorzystać, jeśli ktoś jest w stanie oczywiście. Miło odwiedzić miejscowość, w której wszystko jest w miarę poukładane i zadbane, gdzie dba się o szczegóły, bo to one tworzą całość. Jeśli więc jesteś w Bolesławcu – nie żałuj czasu ani kilometrów – warto choć na chwilę pospacerować po parku, czy posiedzieć w cieniu wiekowych drzew na dziedzińcu.

Ta krata to właśnie budowle szachulcowe. Ciężko powiedzieć, czy tu mur pruski nie został otynkowany, ale jeśli nie cegły to wypełnienie tworzyła glina, słoma i tym podobne materiały.
Przejście do kościoła. Trochę jak do Tajemniczego Ogrodu.
Zabytkowe płyty nagrobne w murach kościoła.

Tagi: , , , , , , ,