News

„20 lat” w Zaborowie

„20 lat” w Zaborowie

Niedziela to od wieków czas świętowania, odpoczynku. Rodzinnych spotkań, zasiadania za stołem. Niespiesznych rozmów i śmiechu rozrywającego mury domów i labirynty ogrodowych żywopłotów. To spacery, uroczyste obiady, chwile przesycone dźwiękami spokojnej, leniwej muzyki. Potrzebujemy takich dni, jak powietrza.

Jestem szczęściarą. I nie jestem fanką niedziel. Jako że w moim życiu, przez wiele lat, weekendy służyły optymalizacji pracoholizmu (mode: ON) tudzież były wypełnione wyjazdami, rajdami i generalnie milionem aktywności, trochę zapomniałam, jak to jest pozwolić się nieść spokojnemu popołudniu. Aż tu nagle, trochę znienacka nadeszła ta niedziela. Świętujemy 20 lat naszej organizacji. W zacnych okolicznościach przyrody i wśród eleganckich, starych grabów i kasztanowców. W miejscu, w którym trochę zatrzymał się czas. Przynajmniej na dziś.

Zaborów to niewielka miejscowość położona koło Warszawy. Ostał się tam pałac, zarządzany przez niezwykłych ludzi. Gdzie każdy kąt przepełniony jest miłością i pasją do miejsca i… koni.

Widzisz, nie byłoby w tym pewnie nic niezwykłego, ot – niedziela w dostojnym towarzystwie. A jednak schyłek lata przywodzi na myśl pewne refleksje.

Bez zaufania, nie ma nic. Możesz próbować dotknąć nieba, ale wciąż będziesz na ziemi. Możesz próbować poszybować, ale ktoś będzie musiał Cię tego nauczyć. Możesz rzucić się w wir, tańczyć jak szaleniec w rytm własnych pasji, ale prędzej czy później wszystko wróci do zaufania. Nie rozwiniesz skrzydeł, nie dotkniesz chmur, nie popędzisz z rozwianą grzywą, jeśli nie zaufasz. Innym, bo wciąż od nich w prosty, a nieraz i bardziej pokręcony sposób, zależysz. Ale i SOBIE. Intuicji, temu wewnętrznemu szeptowi, który prosi, ostrzega i zachęca.


W mojej drodze (a cały czas na nowo się jej uczę, patrz na przykład tutaj) zaufania było zawsze za mało. Wiele razy to uratowało mój tyłek, ale nie mam pojęcia ile razy coś straciłam, bezpowrotnie. Ostatni raz zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo jestem nieufna, gdy wsiadłam na konia (poczytaj o tym tutaj – zdecydowanie warto :D). I dziś. W tę niedzielę uświadomiłam sobie, że bez zaufania nie ma po prostu nic. Tylko mury i bariery. Nie ma wolności.

Choć włos rozwiany, pył na drodze, a ciepłe światło zachodzącego słońca koi smutek kończącego się lata, to czegoś brak.
Zostawiam Cię na koniec z „Florencją”, która nie dość, że śpiewa pięknie, to dźwiękami zaprasza do Ciebie magię i tchnienie życia. Dasz się ponieść?
Tagi: , , , , ,