News

Droga do wiosny (uwaga, wpis ogrodniczy)

Droga do wiosny (uwaga, wpis ogrodniczy)

W życiu każdego człowieka (no, może prawie każdego) nadchodzi moment fascynacji. Ogromnej, nieprzeniknionej, pasjonującej i porywającej. Fascynacji ogrodem, światem roślin, ich uprawą, hodowlą. U jednych kończy się na ususzonej paprotce, u innych – na własnej plantacji lawendy. A u mnie?
Ten wpis jest efektem współpracy z samą sobą w zakresie pewnych zmian, które tu szykuję.

Bo dziś będzie o drodze do wiosny. Drodze, jaką pokonują moje rośliny, a ja wraz z nimi. Zaczęło się zupełnie, ale to zupełnie przypadkiem. Przywleczone z działek konwalie przezimowały w doniczce sezon 2012/2013. Zrobił się szybko mróz i tej doniczki zapomniałam jesienią opróżnić na kompost. I ani się zorientowałam – w kwietniu zaczęły wyłazić zielone gluty z ziemi! Potraktowałam to jako znak od Buka, że może jednak jestem w stanie ogarnąć własną hodowlę. No i tak się zrodziła Dżungla edyszyn 2014 (patrz dużo niżej).

Obecnie, poczyniłam ogrom wysiłku, żeby jakaś część tej dżungli przetrwała do marca przynajmniej. Zioła, lawenda, wierzby i rzeczone konwalie. Co roku temat trochę olewałam wychodząc z założenia, że co silne, to samo da radę. Ale wkurza mnie doroczne inwestowanie w lawendę (wszystko dla puchatych trzmieli!), więc jak się domyślasz – postanowiłam pomóc jej przetrwać.

Czerpiąc z doświadczeń przodków (czytaj: dziadków) ogaciłam (czy to słowo w ogóle istnieje?!) moją hodowlę, zabezpieczyłam od dołu kartonami, żeby w nóżki (czy korzonki) zimno im nie było, wsadziłam jedną donicę w drugą i skitrałam w jednym rogu, bo w kupie raźniej.

I mam nadzieję, że jakoś razem dotrwamy do wiosny. Nie miej wątpliwości – kocham jesień i zimę, ale jak jest zimno, to myślę o łyku i drewnie, które tam na mrozie obumiera i coś mnie autentycznie uwiera.

Sygnałem do takich działań jest zawsze pojawienie się porannego szronu na liściach. To zazwyczaj znaczy, że już jest za późno, ale zawsze te najsilniejsze dają radę. Byle tylko susza ich nie zabiła. I byle do wiosny.

A tu, przegląd dżungli, którą miałam dumnie zaprezentować latem, ale no jakoś tak wyszło, że po raz kolejny postanowiłam odłożyć życie na później i zdziwiłam się we wrześniu, że jednak ten post nie powstał. Aby zapobiec dramatom – powzięłam pewne postanowienia i zdecydowałam się podążać w nowym kierunku, ale o tym obiecuję: już niebawem, jak tylko kliknę Enter w paru dziedzinach mojego życia 🙂

Tak wyglądały początki. Większość roślin przyjechała z Beskidu Żywieckiego (poza konwaliami i chyba bratkami). Ponieważ na FB usłyszałam, że to za duży porządek jak na przesadzanie…
…zainaugurowałam końcówkę prac takim zdjęciem. Glebę z dodatkiem jonów różnych pierwiastków dostałam od Pana Męża w ramach prezentu na rocznicę. Jak się domyślasz – prezent bardzo udany 🙂
Następnego ranka dżungla była już całkiem ogarnięta. Szałwie dumnie sterczały z białej donicy (4 różne odmiany), stewia przeżyła podróż, lawenda postanowiła kwitnąć na przekór deszczom.Te kikuty po prawej to wierzba energetyczna pozyskana na Dniu Ziemi w postaci badyli. Wyrosły!
Jak co roku begonie i komarnice miały za zadanie dogadać się w sprawie przestrzeni. Konwalie kwitły jak głupie w ilości o 100% większej niż rok temu. Obowiązkowo pojawiła się też lawenda za 10,99 zł z Auchan. Najlepsza na świecie.
Dziubeczki moje kochane!
Na poważnie zrobił się czerwiec, dostałam w spadku pelargonie i lobelie, które irytują mnie niezwykle swoją mizernością i wrażliwością na upały. No i jak co roku dumnie umarły poświęcając się dla pięknego wystroju stolika.
Donica z ziołami rozrosła się w błyskawicznym tempie ku ogólnej radości owadów zapylających.

A to pozimowy prezent od sikorek. Siksy zazwyczaj mają u nas karmnik w czasie śniegów i mrozów, a są potwornie niechlujne, więc zdarzy im się nonszalancko upuścić nasiona. I tak, wśród resztek przekwitniętych konwalii wyrósł Stefan – nasz słonecznik.

Komarnice dały czadu, bo rozrosły się na wysokość ponad 1 piętra (schodząc do sąsiadów). Begonie się trochę obraziły, bo jak się okazało toczyła je szara pleśń.
W domku zamieszkały zapylacze i inne dzikie bzykacze. Dziur zalepionych stwierdzono na koniec sierpnia aż 13!
Wierzba też dała czadu. Urosła ponad 70 cm! Plan jest taki, żeby się nią odgrodzić od sąsiadów. W dole widać resztki konwalii i zdominowane przez komarnicę begonie. Eh.
W sierpniu, po zbiorach lawendy trzeba było załatwić coś trzmielom, więc padło na dalie. Śliczne, ale niestety upierdliwie chybotliwe. Tak więc to był związek na krótką metę.
Tagi: , , , , , , ,