News

Muzyczna jesień

Muzyczna jesień

Podróżowanie bez muzyki jest do kitu. Jednak zacnie jest, gdy oprócz samego faktu płynięcia nut i basów do naszych uszu, ta muzyka wprowadza jakiś nastrój. Jest trochę jak tło, które stanowi o odbiorze obrazu. Nadaje smak podróży niczym szafran na szlacheckich dworach. I tak dalej.
Nie wiem jak Ty, ale mi niektóre piosenki splatają się z konkretnymi datami, wydarzeniami, z pewnymi nastrojami i porami roku. Jako że już zaawansowany listopad – pozwól, że oprowadzę Cię po mojej muzycznej jesieni.

Na wstępie muszę się jednak do czegoś przyznać. Otóż ja lubię nastrój jesiennej szarugi, deszczu. Rozsmakowuję się w długich wieczorach i migotaniu świecy. Dlatego w tej porcji muzyki nie znajdziesz raczej energetycznych, letnich kawałków. „It’s my life” Bon Joviego zupełnie mi tu nie pasuje. Ale, spokojnie, niebawem grudzień, a tam lista będzie wyjątkowo zacna i elegancka.

A zatem! Let’s get this show on the road!
(a, aha, należy się przygotować na mieszankę klasyki z folkiem i…a, zresztą – scrolluj w dół!)

Akurat, Kiedy wrócę tu

Spędzę w ogromnym lesie długie tygodnie
Zapomnę to, co proste i wygodne
Gdy wszystkie demony podejdą blisko
Gdy cisza i ciemność przerośnie wszystko

Wtedy pójdę dalej, jeśli starczy mnie

Oh, to piosenka o naprawdę porządnym życiorysie. Zniosła próbę czasu, a ja ani nie uciekłam do lasu, ani nie przegoniłam demonów.

Adam Lambert, Runnin’

I’ve been standing here my whole life
Everything I’ve seen twice
Now it’s time I realized
It’s spinning back around now

Adaś to czysta magia w moim życiu. Przypomina o człowieku, którego już dawno nie ma, a który niesamowicie mnie ukształtował. Przyznaję – muzycznie też.

Ed Sheeran, Bloodstream

Tak, jestem jednym z oszołomów, dla których Ed stał się odkryciem dzięki pewnemu Hobbitowi. Ale, hej! Czy to ma jakiekolwiek znaczenie?

Era, Cathar Rhythm

No dobrze. Proszę. Słucham. Kto nie słuchał Ery w latach 90?
Ale znów – czy to ma znaczenie? Bardzo lubię ten kawałek (tu jest w pakiecie z innym, też niezłym). To czasy liceum. Kiedy jadąc autobanem (nie było buspasów, więc 5 min. drogi wydłużało się do 40 min.) wyobrażałam sobie konie, krwi arabskiej, na pustyni. A, bo tak.

Florence And The Machine, Seven Devils

Jest kilka piosenek na tej płycie i w całej twórczości Florence, które są o zmaganiu się z diabłami. Jako że tkwią one zazwyczaj w szczególe – mam z tym wybitny problem, jako osoba, która o szczegóły okrutnie się rozbija. Melodia jest tak głęboka, tak perfekcyjna, doskonała, a słowa wręcz szeptane. Idealna na „szarą” godzinę, kiedy zaciera się granica między dniem i nocą.

Hunter, Pomiędzy niebem a piekłem

Cały świat w szaleństwie

Metaforyczne znaczenie i przekaz tekstu jest wciąż aktualny z tą różnicą, że obecnie nie przeżywam tego tak emocjonalnie jak jakieś 10 lat temu. Nawet ciekawa linia melodyczna, trochę taka nerwowa w dość spokojnym biegu. Trochę się czeka na niespodziane na koniec, na jakiś wybuch, ale na szczęście nie ma żadnego dramatu, uff.

Imagine Dragons, Battle cry

Do or die

Myślę, że byłoby to sromotną porażką, gdybym jako wyznawca smoków nie zakochała się w choć jednym utworze zespołu o tak klawej nazwie. Uwielbiam budowanie napięcia, pozorny spokój i pewność i gruchnięcie na całego.

Linkin Park, What I’ve done

I start again
And whatever pain may come
Today this ends
I’m forgiving what I’ve done

W LP wciąż, niezmiennie, fascynuje mnie zakłócony rytm. Taki nierówny, wbrew mojemu perfekcjonizmowi (nawet wykonawców musiałam alfabetycznie…). Niby ta perkusja tak się mija ze sobą, ale jednak tworzy absolutnie harmonijną całość.

Muse, Undisclosed desires

To jest kawałek, który swym spokojem aż mnie roznosi. Ta niewyczerpana energia z moich własnych, może nieraz nienazwanych żądań i pragnień znajduje tu jakoś swoje ujście. Choć do niedawna był to kawałek o straconych nadziejach.

Nickelback, Savin’ me

Wooohooo, czas na klasykę! Ratowanie jest ekstra. Siebie samego przed bagienkiem żalu, złości, jesiennej chandry i przed innymi modnymi dramatami. W tym sezonie na salonach króluje ból dupy na przykład.

Wardruna, Solringen

Folk nordycki. Trans w zasadzie. W sam raz na długi, ciemny wieczór. Na strach, czy cień za oknem, to przypadkiem nie strzyga. Nie minie minuta, jak nie zauważysz, że wytuptujesz stopą rytm. W skrytości przed strzygą za oknem. Czy innym lesawikiem.

Staind, So far away

Kawałek dla wszystkich, którzy chcieliby być wszędzie byle nie tu, gdziekolwiek to „tu” jest. Najczęściej jednak owo „tu” bierze się z konkretnych sytuacji i okoliczności, tudzież z bólu dupy, wówczas patrz na wykonawcę pod literką N.

World of Warcraft, Invincible

Tak, przyrodnicy wiedzą, że istnieją gry komputerowe. I wiedzą o WoW. To że w niego nie grają (albo inaczej: nie wszyscy) wynika raczej z samoświadomości. Albowiem ci niektórzy wiedzą, że jak tam wejdą, to jest szansa, że trzeba im będzie dożylnie podłączyć jedzenie. Więc profilaktycznie – nie wchodzą. Ale muzyki posłuchać nikt nie zabroni.

Żywiołak, Latawce

Na deser. Piosenka, która jest lepszą gawędą muzyczną niż nie jedna historia snuta wieczorem przy kominku przez prawdziwych opowiadaczy. Trzeba tylko wczuć się w tę nieszczęsną kobietę (tudzież w latawca, czy latawicę, ale wtedy już jest inna frajda). A potem spojrzeć tęsknie w obłoki. Gorzej, jak zasnute jest całe niebo, wtedy trzeba na takiej szarej powierzchni dorysować falbanki obłoczków. Najlepiej w Paincie.

Daj się otulić muzyce. Skwaś minę na jedne kawałki, a odkryj inne (no kto zna Wardrunę ja się pytam?). I ruszaj w swoją drogę!

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,