News

Czy wiesz już wszystko?

Czy wiesz już wszystko?

Tak się złożyło, że ten tydzień obfitował w pochwałę wszechwiedzy. Tylko…czy jest co chwalić?

Zaczęło się od dyskusji na temat programu szkolnego. Że a po co jedno coś, skoro drugie coś jest ważniejsze. Ale przecież to drugie coś jest totalnie niepraktyczne i nieżyciowe, więc powinno się na nie zwracać mniejszą uwagę niż na trzecie coś, które to już jest w ogóle mega ważne, bo…
Oczywiście ta rozmowa nie miała żadnych konstruktywnych konkluzji poza tym, że każdemu co innego jest w życiu potrzebne do życia.

Potem była kolejna rozmowa, która zakończyła się w mojej głowie myślą, już w łóżku, przed snem, że być może jednak nie ma takich rzeczy, które powinien wiedzieć każdy. Że nie ma co się spierać, że elementarna wiedza z genetyki to absolutna podstawa rozumienia świata (i siebie). Bo może jednak tak nie jest, choć ostatecznie zasnęłam.

I wreszcie afera z pytaniem „kto to jest pan Grotowski?”.
To doprawdy fascynujące (kim był).
Ale obawiam się, że za 10 lat na to samo pytanie, mogę znów odpowiedzieć to samo. Bo wiedza nie stosowana, umyka.

***

Bardzo często, kiedy przemieszczam się po świecie, wędruję po lesie czy parku, nie mogę się powstrzymać przed analizowaniem tego miejsca. Po mojemu – zachwycać się złożonością ekosystemu, zastanawiać się, jakie rośliny obce tu znajdę, czy dużo trzmieli można tu spotkać, a nawet snuję swe rozważania w kierunku gleby czy stosunków wodnych.
Pod tymi względami cmokam z zachwytem, tudzież ze smutkiem kręcę głową. Mam wrażenie (w życiu i zawodowym, i prywatnym), że pomaga mi to lepiej rozumieć świat i dzięki temu przybliżać go innym.
Postrzegam ów świat przez pryzmat posiadanej wiedzy.
Wiedzy której kiedyś nie miałam, a którą musiałam zdobyć, nie zawsze w ramach (a raczej przeważnie poza) systemu edukacji.

Domowy remanent literatury wyłącznie przyrodniczej. Nie, nie mam tej całej wiedzy w głowie. Po to mam książki, żeby z nich korzystać. Ale, co zauważam z dużym bólem, wiedza nie stosowana na co dzień (ot, łacina botaniczna) w zatrważającym tempie paruje z pamięci.

Biorąc pod uwagę to, jak w XXI wieku dynamicznie zmieniają się potrzeby i zawody, wymagane kompetencje, a więc z nimi i wiedza, coraz trudniej będzie nam posiadać tę wszechwiedzę przypisaną do danej specjalności.
Dlatego warto nauczyć się przyznawać do swojej niewiedzy i albo z tym żyć (i nie robić z tego tytułu lansu na dzielni) albo to zmienić. Nie ma nikogo bardziej wartościowego od człowieka, który mówi „nie wiem, ale dowiem się tego” i rzeczywiście to robi.
Bo to świadczy o odwadze.
O wewnętrznej sile, która wychodzi ponad lenistwo i niechęć do poszerzania własnych horyzontów.
Ale nie ma też niczego złego w tym, żeby nie wiedzieć co to jest lidokaina, po co roślinom ściany komórkowe, czy wszystkie śluzowce są drapieżne, a także kim był pan Jerzy. Pod warunkiem, że pleciesz potem ewentualne bzdury, co najwyżej w swojej głowie.

Tagi: , , , ,