News

A Ty, czego się boisz?

A Ty, czego się boisz?

Strach bardzo dużo o nas mówi. Czy w ogóle się boimy? Czy coś z tym strachem robimy? Jak sobie z nim radzimy? A przede wszystkim – czego się boimy?

Wiele lat temu, w czasach gdy w telewizji na porządku dziennym było Z Archiwum X oraz Ostry dyżur, zapadł mi w pamięć pewien cytat. Że aby pokonać strach, trzeba go poznać. Ale (to już z własnego doświadczenia), żeby go poznać, trzeba w ogóle wiedzieć czego on dotyka. Jakich sfer. A to poznanie wymaga, paradoksalnie, wielkiej odwagi.

Nie bagatelizuj strachu. Na świecie miliony osób cierpią z powodu różnych lęków, często połączonych z innymi schorzeniami, na przykład z depresją, schizofrenią.
Każdy z nas ma swój strach.

Pytanie brzmi – czy wiesz, czego się boisz?

To pytanie nie jest bez powodu, bo dziś właśnie zdałam sobie sprawę, że pełne zaangażowanie w wiele spraw utrudnia mi strach. Proszę bardzo:
– nie wiem, czy mogę zorganizować wspaniały kurs, bo boję się, że to działanie zawali mnie robotą, nie będę miała na nic czasu i załamię się, bo okaże się, że wyszłam z wprawy,
– nie jestem pewna, czy powinnam być ekspertem w pewnych tematach, w których wyraźnie się na mnie naciska, bo nie wiem wszystkiego i wiedzieć nie będę,
– nie piszę, nie publikuję, bo nie wydaje mi się to dość dobre.

Mimo świadomości, dlaczego stoję w miejscu z pewnymi sprawami, nie umiem ruszyć do przodu, w dalszą drogę. Bo coś mnie paraliżuje, ściska. Niby wiem, jakie mam wątpliwości. Ale dopóki nie usiądę i sama ze sobą nie pogadam w ciszy i spokoju: czego tak naprawdę się boję?, to mam absolutnie przesrane. Nie ruszę się o milimetr. A życie biegnie swoim torem, czas mija, szanse przepadają.

Nie boję się samotności.
Nie boję się przyznać do błędu.
Nie boję się, że zabłądzę. Albo że coś schrzanię.
Nie boję się, że coś stracę.
Nie boję się harówy i gdy mam przed sobą dużo do zrobienia.

Boję się zupełnie innych aspektów codzienności.
Wiem że to dość ważna część mnie, ale w sumie nie wszystko potrafię jeszcze zaakceptować albo nazwać.

W każdym razie boję się na przykład klaunów. I bezdroży.
Ale dziś zrobię jeden mały krok, żeby jednak ruszyć do przodu i zmienić coś, przestać odwlekać decyzje. W końcu żyje się tylko raz, prawda?

Tagi: , ,
  • B.

    Ja wiem, że boję się odrzucenia emocjonalnego i ten lęk jest moim głównym hamulcowym. Wiem, bo sporo myślałam o tych sytuacjach, gdy boję się czegoś zrobić… tylko, że to nie było proste, bo rozstrzyganiem, co jest dla mnie potencjalnym zagrożeniem zajmuje się nieświadoma (może podświadoma?) część mózgu, a ja dostaję tylko wynik – złożony bardziej z emocji niż z myśli.

    Jednak znalezienie tego wspólnego mianownika rzeczywiście pomogło – bo teraz w sytuacji, w której strach mnie paraliżuje mogę wytłumaczyć sobie, że mój lęk jest przesadny.

    I na ten przykład gdy jestem zdenerwowana przed wizytą gości tak, że mam ochotę ją odwołać, tłumaczę sobie, że przyjaciele nie przestaną utrzymywać ze mną znajomości jeśli nie wysprzątam domu na perfecto, bo to, że potrafię posprzątać, nie jest powodem, dla którego ze mną rozmawiają.
    Oczywiście im mniej znam osobę, którą w danej chwili boję się zranić/nie zaspokoić jej potrzeb tym trudniej, bo trudniej przewidzieć reakcję mojej szefowej/mojego hufca niż mojego męża.

    OK, pewnie nadal przejmuję się zbyt często, a jeśli strach mnie blokuje, to ktoś też może być niezadowolony z braku mojego działania. Jednak właściwie to życie nie jest po to, żeby zaspokajać wyłącznie potrzeby (i zachcianki) innych… zwłaszcza w zakresie tego, co wg nas oni mogliby chcieć. Nie nawołuję bynajmniej do egoizmu i egocentryzmu, ale sądzę, że zbiorowo bylibyśmy najszczęśliwsi, gdybyśmy umieli rozmawiać o swoich potrzebach i dbać o potrzeby własne i w miarę możliwości o potrzeby innych – tylko te prawdziwe, a nie te które "on musi mieć, nawet jeśli tego nie wie ;-)". Zwłaszcza, że – jak zauważyła Szanowna Autorka – życie jest tylko jedno.

  • Łał, to jest wielka rzecz mieć taką świadomość. I wielka praca za Tobą, ale warto było, prawda?

    Też tak mam, że stresuję się, co powiedzą inni, że mnie to paraliżuje, że się tym niejako usprawiedliwiam. Że komuś się nie spodoba, nie spełnię oczekiwań, zrobię coś nie po czyjejś myśli.
    Dzień w dzień z tym się mierzę i czasem po prostu akceptuję, że mi nie idzie.

    Oprócz tego, że życie jest jedno, to jest też na tyle krótkie, że trzeba poświęcać czas na to i na tych, których się kocha. I będzie dobrze 🙂