News

Skąd się biorą ananasy?

Skąd się biorą ananasy?

Z dziennika podróżnika: plantacja ananasów przypomina pustynię. Ale…nie powinno być w tym nic dziwnego, bo ananasy im mają mniej wody, tym są bardziej słodkie.

Poszukiwania idealnej plantacji ananasów trwały wiele kilometrów. Ten dzień rozpoczęliśmy wcześnie, bo rano byliśmy przy Białej Świątyni i na Złotym Trójkącie (klik do postów). Więc w największy skwar woziliśmy się po górskich drogach poszukując plantacji, na której znajdziemy pracowników i oczywiście ananasy.

Ta-dam! Znaleziona!
Prawdę mówiąc, inaczej to sobie wyobrażałam. Mniej chaszczowato w każdym razie. Zaczęliśmy poszukiwania ananasa, ale…

efekty nie były zadowalające. Padła zatem diagnoza, że owo pole jest raczej porzucone, co w sumie się sprawdziło, bo za następną „miedzą” powitała nas cała armia krzaczorów.

I całkiem dorodny jegomość.
Okej, tu muszę się przyznać do pewnej…skłonności. Otóż często popadam w zachwyt, czy też może raczej w morze refleksji nad roślinami. Bo wydaje mi się to naprawdę niesamowite, że takie coś powstało w toku ewolucji. Że zadziałał pierdylion mechanizmów, dzięki którym ten owoc jest teraz smaczny, soczysty, że ma taki kształt, kolor, taką budowę, a na czubku – irokeza.
I że to, co marnie stoi w marketach w Polsce, tutaj jest tak żywe, tak bardzo pasuje do tego miejsca, co wydaje się być odkryciem najprawdziwszej prawdy.
Poziom zachwytu nad ananasem, godny rozpraw filozoficznych.
Tak, to ja, pozdrawiam.

 
Za wzgórzem stacjonowała cała armia skubańców, więc zaczęliśmy wypatrywać pracowników, żeby nasz przewodnik – Tubylec – mógł potłumaczyć nasze (w tym moje filozoficzne!) ananasopytania.

Na horyzoncie pojawiły się najpierw kapelusze, a potem dostrzegliśmy pod nimi ludzi.
Wydawało się, że dzieli nas szmat drogi, ale część osób, w tym przeuroczym skwarze, wzięła głęboki wdech i ruszyła przez chaszcze i rów ku przygodzie.
Cóż, ja miałam przygodę w nosie, z racji temperatury powietrza. Sam widok ananasa i możliwość zachwytu nad jego doskonałością wystarczył.
Ale. Kierowca stwierdził, że w zasadzie to bez sensu przedzierać się przez chaszcze i on nas – buntowników podwiezie.
Podwiózł.
Po raz kolejny tego dnia podziękowałam niebiosom za klimatyzację (i ananasy).

 

Panowie byli niezbyt rozmowni, bo mieli masę pracy, a zbliżał się koniec ich dniówki. Dowiedzieliśmy się tyle, że jest już po zbiorach, a pole na którym pracują było użytkowane przez 3 lata z rzędu (zbiory są 3 razy w roku), więc teraz następuje tylko karczowanie krzaczków. Po 9 sezonach obrodzeń, owoce stają się małe i niezbyt słodkie, więc trzeba zasadzić nowe rośliny i cykl się powtarza. Ale oczywiście gleba ma też przerwę i może odpocząć.
Im mniej wody, tym ananas jest słodszy – stąd wszechobecny pył i susza oraz…pomysł uprawy ananasów na górze zboczy (żeby woda spływała, a nie zatrzymywała się).

Musisz wiedzieć, że nienawidzę smaku ananasów. Znaczy – nienawidziłam. Któregoś dnia, z braku laku, zakupiliśmy je (w Tajlandii) i muszę przyznać, że nie jadłam niczego lepszego w życiu. Już rozumiem jak można obejść się bez słodyczy – ananas jest po prostu idealny. Słodki, delikatny, mięsisty, chrupiący. Niestety. Bardzo trudno dostać w Polsce ananasa, który byłby tak smaczny, tak wypełniony słońcem i tak aromatyczny, jak te azjatyckie. Dlatego, ilekroć widzę ananasa w sklepie – wykonuję prawie niewidzialne dla niewprawnego oka skinienie głowy i… sięgam po pyszne, lokalne pomidory.
Ale do ananasów trzeba mieć szacunek. Są takie wyjątkowe!

Tagi: , , , , , , ,