News

Szturm na Babią Górę!

Szturm na Babią Górę!

Babia Góra vel. Diablak, vel. Królowa Beskidów, vel. Kapryśnica, vel. Matka Niepogód. I królowa ksywek wśród masywów beskidzkich. Żaden inny szczyt nie budzi tak wiele emocji (okej, okej, w Beskidach), co Babia.

BABIA – rzekomo jest rumowiskiem usypanym przez olbrzymkę lub (w innej wersji, którą osobiście wolę) – jest skamieniałą z żalu ukochaną zbójnika, którego zabito.

DIABLAK – pochodzi od legendy, według której sam król Piekieł zbudował zbójnikom zamek, co by mogli tam trzymać dobra wszelakie.

KRÓLOWA BESKIDÓW – najwyższy szczyt Beskidów, trzeci po taterskich szczytach i Śnieżce. Zaliczana do Korony Gór Polskich. Najwyższy szczyt nazywa się Diablakiem, choć często upraszcza się nazewnictwo do Babiej Góry (które określa masyw).

KAPRYŚNICA i MATKA NIEPOGÓD – czarcie legendy można traktować z przymrużeniem oka, ale tę nazwę – jak najbardziej serio. Pogoda na Babiej jest bardzo dynamiczna i niezwykle zmienna, dlatego w przewodnikach można spotkać wiele przestróg i zaleceń ostrożności podczas zdobywania szczytu. Potwierdzam.

Wyruszyliśmy na Babią z Zawoi z niepokojem przyglądając się wielkiemu rumowisku, które pokrywał śnieg. Szturm na Pilsko nauczył nas pokory, więc liczyliśmy się z tym, że możemy Babiej nie zdobyć.

Aby z centrum Zawoi dostać się do wrót Babiogórskiego Parku Narodowego przyda się podwózka – jest to spory kawałek (Zawoja jest zresztą najdłuższą miejscowością w Polsce).

Kupiliśmy bilety wstępu, które sprzedawane są jako pocztówki – uważam to za doskonały pomysł, bo świstki zazwyczaj się i tak wyrzuca, a pocztówkę można zachować albo na pamiątkę albo komuś wysłać (w Zawoi jedyne pocztówki, jakie dało się kupić były z zimowym pejzażem).

Początek trasy jest bardzo łagodny, droga szeroka, ubita. Można to potraktować jako rozgrzewkę przed trudniejszymi podejściami.
Droga niestety w pewnym momencie zamieniła się w rzekę błota. Prowadzone były prace leśne, ale nikt nie zadbał o przejście dla turystów. Nie chcąc od początku ryzykować przemoczeniem butów straciliśmy dobre pół godziny na okrążaniu brei.

Weszliśmy w buczynę. A ja bardzo, bardzo lubię buczyny. Zaczęły się też pierwsze stromizny.

Krajobraz leśny jest po drodze zróżnicowany, co jest miłe dla oka spragnionego różnych odcieni zieleni – ciemnych i poważnych iglaków oraz młodych, nieco szalonych buków (latem już nie jest jaskrawo).

Babia Góra to jedyny szczyt w Beskidach, na którym mamy szansę wejść na piętro hal, którego na innych wzniesieniach próżno szukać. A to z kolei oznacza ciekawą roślinność w wyższych partiach.

Tuż przed schroniskiem Markowe Szczawiny zielony łączy się z czarnym
szlakiem, podejście jest spokojniejsze niż dotychczas, a zza drzew
wyłania się skromny budynek.

Powoli kończy się regiel górny i zaczynają się rozległe borówczyska.
Śmietnik jest śliczny. Tylko szkoda, że nie opróżniany.
Schronisko i stacja pogodowa prawie w pełnej krasie. Dosłownie 5 minut temu było słonecznie i gorąco.

Po długich dysputach i obliczeniach czasowych, zdecydowaliśmy, że nie porywamy się na Diablak, bo warunki na nim panujące nie były za ciekawe. Co prawda akurat wyszło słońce, ale po dwóch tygodniach intensywnej pracy byliśmy zmęczeni, a tego dnia wracaliśmy już do Warszawy. Ale wspiąć się na Małą Babią już nie zaszkodzi.
Ta decyzja była strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze, dlatego że:

Pierwiosnkowe morze, czyli raj dla przyrodnika.

dosłownie 100 m za schroniskiem zalało nas morze pierwiosnków, którym poświęciłam ze dwa kwadranse. Serio byłam w raju. W zasadzie to już nie musiałam iść wyżej, mogłabym się tak w tej łące położyć i leżeć przez kolejny tydzień.

Urdzik karpacki dzielnie przełamywał żółć pierwiosnkową.

Po drugie – złe warunki na Diablaku wynikały z bardzo silnych porywów wiatru. Jednak dopóki byliśmy w lesie czy w piętrze kosodrzewiny – nie było to aż tak bardzo odczuwalne.

Zejścia i wejścia okraszone szczawikiem zajęczym. Niepozorną, jadalną roślinką.

Przy górnej granicy lasu leżały świerki obrośnięte tak gęsto pięknymi porostami, że nie było już widać kory.

Ziomka z lewej wszyscy znają. Z prawej zaś – łuskiewnik różowy. Pasożyt, którego korzenie, liście i łodyga ukryte są pod ziemią. Nasiona muszą być bardzo blisko rodzica, aby wykiełkować, wytworzyć ssawki i…pasożytować dalej.

Kiedy weszliśmy na przełęcz, z Babiej zbiegała akurat grupa ratowników górskich, którzy ćwiczyli znoszenie rannego. Kilkanaście okutanych osób wlokło się za nimi. Spod kapturów i czapek ledwo widać było oczy i nosy. Oddaliśmy się podziwianiu widoków i pomachaliśmy jedynie Kapryśnicy. Nie tym razem.

Zejście było oczywiście o wiele trudniejsze i bardziej męczące dla kolan. Ale za to obfitowało w ptasie obserwacje. Dopiero schodząc dostrzegłam też kwitnącego wawrzynka.

Dwie rośliny chronione i jednocześnie trujące: wawrzynek wilczełyko (po lewej) i ciemiężyca chyba-zielona (po prawej). Chyba, bo jak widać nie kwitnie, więc ciężko stwierdzić, ale na Babiej ta właśnie występuje. Bydło i owce omijają rośliny trujące na pastwiskach instynktownie, my musimy się zadowolić zwykłym zakazem (i rozsądkiem).

Po drodze zaliczyliśmy kilka odebranych telefonów, co (z powodu zasięgu) opóźniło zejście. Sprawy niecierpiące zwłoki i do załatwienia na asapie (och, jak ja kocham korpomowę).
Przyspieszyliśmy, bo zależało nam, żeby zdążyć do Muzeum Babiogórskiego Parku Narodowego, które jest całkiem ciekawe, jak na tego typu placówki. Interaktywne, można podotykać, popytać i oglądać do woli. Tylko tego wszystkiego aż za dużo. Ale za to wokół pięknej siedziby, jest ogród i można rozkoszować się spokojem. Telefon wyciszyć, powiadomienia wyłączyć i nabrać dystansu do całego tego biegu i dramatów, które zazwyczaj nie trwają dłużej niż kwadrans.

Eksponaty są ciekawie rozmieszczone, ale w tak małej placówce mówi się i o kulturze regionu, o kwestiach geomorfologicznych (skały i te sprawy), a również o roślinach i zwierzakach (tak, są wypchane zwierzęta). Dla zwiedzających włączany jest przekaz audio (na początku też piękne video). Dość długie, momentami nużące dla kogoś, kto nie jest aż tak zainteresowany tematami przyrodniczymi jak ja. I kogo nie jara każda skorupa i drewniany gont. Ale każdy znajdzie tu coś dla siebie i to jest wielki sukces.

Tagi: , , , , , , , , , , , ,