News

Noc Muzeów wcale nie jest nocą muzeów

Noc Muzeów wcale nie jest nocą muzeów

Dostrzegłam to dopiero w tym roku.
Zdecydowana większość muzeów jest dostępna przez cały rok. Fakt – na tę jedną noc ożywają białe damy, rzeźby zyskują inne szaty, a z auditorium Adama Mickiewicza na UW dobiega riff gitary zespołu Dawida Podsiadło. Ale poza tym – wnętrza pozostają te same, eksponaty równie nietykalne co zazwyczaj.

Trzeba spojrzeć z innej perspektywy.
Nie tej muzealnej.
I nie od strony zasobów czy dóbr, którymi jesteśmy raczeni i goszczeni (nieraz w iście królewskim stylu).

Noc Muzeów jest nocą ludzi. Nocą miasta. Społeczności. Świętem majowych nocnych spacerów po mieście. Świętem tłumów i spontanicznych rozmów. Rozmów z ekspertami, którzy schodzą z piedestałów, by stanąć ramię w ramię z odwiedzającymi.

Absolutnie mnie to w tym roku zachwyciło.
Przestały mieć znaczenie kolejki i to, czy się gdzieś dostanę.
Prawdziwą frajdą był nocny wypoczynek na pełnym muzyki trawniku, na kampusie UW, w towarzystwie pomnika Uranii.
Wspaniałą rozmowę odbyłam z lektorką japońskiego i lektorem chińskiego.
Cudownie było porozmawiać z farmaceutką o tym, co według niej jest pięknego w Warszawie.
Odkrywcza była podróż na Mińską, do SOHO, gdzie nigdy nie byłam, bo nie było okazji. I bo strach chodzić po dawnych zakładach PZO. A tam wyrosły takie cuda, że oczy przecierałam ze zdziwienia!
Urocze były wszystkie rozmowy w metrze, autobusach i tramwajach. O sprawach przyziemnych, o fotografii, o żywym mieście.

To była cudowna noc. Pełna obcych ludzi, inspirujących rozmów i wielkich starań organizatorów w wielu miejscach Warszawy.

Środkiem Krakowskiego Przedmieścia szły dziewczyny w strojach historycznych, wśród nich przemykali członkowie zespołu ludowego (w strojach krakowskich), tajemniczo snuły się też postacie przybrane w czerń. Gdzieś dudniły basy disko połączone z warkotem kółek deskorolki.
Zakwitły złotokapy.
Pachniały bzy – ostatkiem sił.
Miasto tętniło życiem.
Kocham taką Warszawę.

Szklarnia – nowe-stare miejsce na Pradze
Nie, to nie muzeum ewolucji 🙂
SOHO
Świetne rozwiązanie w przestrzeni miejskiej na rośliny z kolejką do muzeum neonów w roli drugoplanowej
Praskie zakamarki, w które nigdy bym się nie zapuściła, gdyby nie Noc Muzeów.
Stare, dobre czasy…preludium muzeum.
Akademia Sztuk Pięknych – nikt nie jest pewien treści przekazu, ale pocmokać warto.
Taką metodę zwiedzania, opracowałam 8 lat temu, na Podlasiu – metoda na luk przez okno, gdy pomieszczenie niedostępne.
Kartonowe boom boxy cieszyły się wielkim zainteresowaniem.
Gabinet Rektora UW. Kolejny powód, co by darować sobie naukową ścieżkę – strasznie niewygodne krzesła.
UW nie chciało ustąpić ASP, ale tu przynajmniej wiadomo co jest treścią.
Ja: – przepraszam, czyj to koncert?
Pan Ochroniarz: – eeee…. ale pani tak na serio pyta?
(mina bezcenna)
Dobry wieczór.
Złotokapy. I granatowe niebo. Nigdy już nie będzie tak piękne, jak w maju.

Tagi: , , , , , , , ,
  • w takim kontekście Noc Muzeów wypada dużo korzystniej 🙂 Ciężko czasem gdzieś wejść i rzeczywiście coś zobaczyć, bo ludzi jest mnóstwo, ale może to właśnie Ci ludzie są ważniejsi? Fajny tekst 🙂

  • Ludzie, miasto, atmosfera – to jest bajka. I jak człowiek jest spokojniejszy, bo nie wkurza się w kolejkach, jakoś tak milej na sercu.
    Dzięki za ciepłe słowa 🙂