News

Wolontariat zagraniczny – Laos

Wolontariat zagraniczny – Laos

Po powrocie ze wschodnich rubieży, po posortowaniu i wykadrowaniu zdjęć, zaczęłam kombinować jak tam wrócić. W końcu – wiem więcej. Przekonałam się na własnej skórze, że komary mnie nie zjadły, a żołądek był wdzięczny za laotańskie posiłki. Jednym z pomysłów był właśnie wolontariat.

To nie będzie post o tym, jak zorganizować sobie wolontariat w Azji krok po kroku. Nigdy tego nie robiłam (jeszcze), więc nie widzę powodu, żeby się wymądrzać. Chciałam Ci za to pokazać ekstra miejsce. I opowiedzieć o tym, dlaczego Twoja pomoc może być tam bardzo potrzebna.

SAE LAO PROJECT

Hamak, jezioro, bagniska i góry w tle. Czego chcieć więcej?

Kapka historii:
młody Laotańczyk Bob (Sengkeo Frichitthavong), mieszkaniec niewielkiego Vang Vieng wychował się wśród tropikalnych lasów, czystych rzek i przejrzystego powietrza. Takiego co to niebu przywdziewa najpiękniejszy błękit w słoneczny dzień.
Na 12 lat wyemigrował z rodziną do Kanady. A gdy wrócił – nic już nie było takie samo.
Vang Vieng stało się mekką turystów.
Mało kulturalnych, młodych, szalonych turystów.
Takich z wielkim zamiłowaniem do imprez, panienek i hektolitrów pełnych procentów.
Takich, co to raczej nie szanują kultury lokalsów.

Zresztą, to były ponure czasy dla Vang Vieng, bo szaleni – napaleni nie do końca przytomni umysłowo padali jak muchy lub topili się w pobliskich rzekach zażywając tubingu.

Czekamy na zupę. Restauracja jest droższa w porównaniu z tymi w Vang Vieng, ale całość rachunku przekazywana jest na rozwój projektu. Lemoniada z miętą była przepyszna i absolutnie warta swojej ceny!

 Był to na pewno ponury czas dla Boba, bo wrócić do dość zasyfionego miasta pełnego nieznajomych nie jest fajnie.
Ale Bob był sprytny i wziął sprawy w swoje ręce.

„Świetlica” dla wolontariuszy

Dziś:
nieopodal Vang Vieng (w którym nie ma już tylu turystów, niestety) Bob założył lokalne centrum, w którym uczy mieszkańców uprawiać ziemię w zgodzie z naturą. Dzieci uczą się angielskiego. Dla turystów jest schronisko (guest house) oraz restauracja, w której można zjeść potrawę przygotowaną z warzyw prosto z ogródka (lub z kury prosto z zagrody).
Można obejrzeć ogródek zazieleniony uprawą pomidorów oraz fasoli. Są też stawy rybne.

Własna hodowla ryb

Miejsce działa w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju. W miarę możliwości czerpie się z natury, zużywa się wszystko do końca (korzystając wiele razy). Lokalsi są szanowani i zachęcani do działań, które mają im pomóc zarobić na życie i wyżywić się z własnych, przydomowych upraw. Nie stosuje się pestycydów, tylko mądre, naturalne sposoby walki ze szkodnikami.

Upcykling 🙂

Jest to możliwe.
Dzięki wolontariuszom.
Według danych ze strony, przewinęło się ich tutaj ponad 1000. Narodowości z całego świata. Mieszanka doświadczeń, języków, porad, pomysłów, gier, literatury, opowieści.
Jeden cel – zrównoważony rozwój tych terenów poprzez dostęp do wiedzy, edukacji, technologii, metod upraw, szkoleń, możliwości. Szans.

Możesz pomóc – jak?

Osobiście nie jestem fanką przekazywania środków finansowych na odległość (zwłaszcza taką). Laos to wciąż państwo trzeciego świata, gdzie pieniądze są często ponad różnymi wartościami.

Możesz tam po prostu pojechać. Do Bangkoku loty są teraz za grosze. Z Tajlandii z łatwością przedostaniesz się przez granicę do stolicy – Vientiane, a potem do Vang Vieng. Tam już się Tobą zaopiekują.

Będąc w SAE LAO możesz zwiedzić okolicę, jest tu mnóstwo pięknych jaskiń oraz Błękitna Laguna raptem 200 m od restauracji (a to istny raj na Ziemi). Jest cisza, spokój. Są koty.
Poznasz ludzi z różnych zakątków i spędzisz pożytecznie czas.
Ale tak naprawdę pożytecznie. Przy okazji na pewno dowiesz się wiele o permakulturze i uprawie pomidorów. I zrobisz coś dobrego dla świata i dla środowiska. Naprawdę dobrego!

Strona projektu: www.saelaoproject.com

Tagi: , , , , ,