News

Wiosenny spacer: Mariensztat

Wiosenny spacer: Mariensztat
Jak co roku moje postanowienie na wiosnę, to przede
wszystkim więcej z tej wiosny korzystać. Mam swoje tajemne miejsca, ulubione
wiosenne kwiaty, trasy spacerowe. Ale zazwyczaj kończy się to tak, że robi się
czerwiec, ja przeklinam swoje postanowienia, a wiosny już dawno nie ma. I
zastanawiam się, co poszło nie tak?
Zazwyczaj idzie o to, że na wiosnę jest multum roboty (dla
przyrodników zwłaszcza). I równocześnie z zakwitaniem łanu zawilców ja boksuję
się ze zbawianiem świata. Bo jestem absolutnie przekonana, że to nie może
poczekać, że ów świat się zawali. Wszystko jest ważniejsze niż te spacery wśród
kobierców wiosennych kwiatów. I co roku, jak słowo daję, mam o to do siebie
pretensje.
Zatem postanowiłam, że w tym roku będzie inaczej (a jakże!).
I po prostu wpisuję w terminarze te spacery i wyprawy. Może odbiera to
romantyzm całemu przedsięwzięciu, ale przynosi efekty.
Cykl wiosennych spacerów rozpoczynamy od warszawskiego
Mariensztatu. Miejsca zapomnianego, o czym najlepiej świadczy fakt pustostanu
na rynku, podczas gdy na pobliskim placu Zamkowym ledwo można przejść.
Mariensztat, właśnie z tego powodu, jest miejscem magicznym.
Serce Warszawy, piękne zakątki, dużo zieleni, a przy tym błogi spokój. Ale może
lepiej spacerować pod czujnym okiem Zygmunta III Wazy?

Schodzimy schodkami tuż przy skarpie za kościołem św. Anny.
Wejściu na rynek Mariensztatu towarzyszy przekupka z kurą za
pazuchą
i stare, rozłożyste kasztanowce. Powoli wykluły już swoje pączki i
zamieniają je w kwiaty, które wybuchną bielą w okolicach matur.

Z ryneczku, ulicą Sowią spacerujemy po skarpie, a jedna ze
staruszek widząc żywe zainteresowanie białym puchem kwiatów, informuje mnie z
dumą, że w drzewie siedzi kaczka i ma tam 11 jajek. A starsza pani stara się w
ciągu dnia jej pilnować z pobliskiej ławeczki, żeby nikt kaczuszkom krzywdy nie
wyrządził. Jak może to wieczorem coś do chrupania podrzuci.

 
W pierwszej  chwili
uświadomiłam sobie, że podniecenie bierze się nie tyle z tego, że będą młode,
co z faktu, że cała sytuacja ma miejsce w dziupli. To się wydaje takie
niezwykłe, a w sumie wcale nie jest, bo kaczki na dziko miewają gniazda w
dziuplach
. Dla nas – mieszczuchów to coś absolutnie wyjątkowego. Dzicz wśród
przysadzistych kamienic na skarpie warszawskiej.

ul. Furmańska to prosta droga na Powiśle, Mariensztat zostawiamy za sobą
Przechodzimy gładko w Powiśle i manewrujemy zgodnie z
prowadzącą nas ścieżką między dziurami w chodniku. Wspinamy się Oboźną na
kampus UW. Na Krakowskim jest zgiełk jak w dzień targowy na wsi, a tu taka
cisza i pełno kwiecia. 
Kościół Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu
Cebulica syberyjska na trawniku przed jednym z Wydziałów UW
Trawniki upstrzone hiacyntami, resztką krokusów, cebulicami,
drobniutką złocią – prawie niewidoczną w jaskrawo zielonej trawie. Przed jednym
ze skwerów dumnie prężą się rozkwitłe już magnolie. Naprawdę mało komu udaje
się oprzeć ich urokowi, ja oczywiście muszę posmyrać puchate pąki.
Wczesnowiosenna magnolia

I przygotowujący się na matury kasztanowiec
Odwiedzamy też Święto Kwiatów na Mysiej 3. Zgiełk i gwar
występują tu jak rzadko kiedy w powszedni dzień. Dziesiątki wystylizowanych
ludzi buszują w modnych sklepach. Ale na Święcie Kwiatów same kwiaty
sprowadzają się do symbolu. Parę pięknych kompozycji, blaszane kubeczki za bajońskie
sumy i ciasta oprószone zasuszonymi płatkami. 

Można się skusić na pączka z
polewą z dodatkiem zielonej spiruliny, przystrojonego kolorowym bratkiem. Można
też nabyć torbę znanej projektantki (ale czarną, nie w kwiatki). I kupić
glinianą miseczkę. Ale po co to komu, skoro całe miasto już kwitnie, wystarczy
tylko wyjść i ruszyć przed siebie.

Pod Pałacem Prezydenckim morze kwiatów, niedawno minęło 5 lat od katastrofy samolotu zmierzającego do Smoleńska.
Pogoda zdecydowanie zachęca do występów ulicznych 🙂
Tagi: , , , , , ,